„Nie lubię okularników”


         Nuda, jak zawsze
w szkole. Lekcja ciągnie się za lekcją. Nic nowego, oprócz głupich dowcipów
Rudego i Krzyśka. Więc jak zawsze zatopiona w marzeniach. Dzwonek na przerwę.
Zaraz zaczyna się biologia. Siadam przy swojej ławce. I wchodzi matematyczka z Nim.
Wtedy Go pierwszy raz widzę. Niewielki, szczupły z blond czupryną stojącą na
wszystkie strony. Widzę, że mimo uśmiechu ma w oczach strach. Widzę i
czuję Jego onieśmielenie. Niewiele myśląc wstaje i idę do Niego. Idę i patrzę
Mu w oczy. Wielkie, niebieskie oczy wypełnione obawą, nieśmiałością i… zainteresowaniem.
Wyciągam rękę i mówię szybko swoje imię, pytam o Jego. Damian – mówi,
lekko speszony tym, że mimo wybranego miejsca w kącie klasy, ktoś odważył się
podejść. Nie zważając na szum w klasie z powodu pojawienia się nowego
ucznia zaczynam Mu opowiadać o sobie, o klasie. Sama nie wiem, co mówię. Wiem
tylko, że lęk w Jego oczach jest mniejszy a łobuzerski uśmiech większy. Wiem
też, że mnie zapamięta. I z tego najbardziej się cieszę. Bo Damian przykuł moje
oko. Jego wstyd, poczucie bezradności i niewinność mnie urzekły.
Podczas
następnej przerwy też nie daje Mu spokoju. Wypytuje o wszystko. Nie lubi
tych pytań, woli słuchać o mnie. Ale ja się nie poddaje, sto pytań na minutę. W
końcu sie poddaje i zaczyna mówić o sobie. Drugoroczniak. To jeszcze
bardziej mnie pobudza. Wygląd anioła, charakter szatana.
            W końcu podczas lekcji nie patrzę
się na Bartka. Do tej pory to Bartek odgrywał główną rolę w moich marzeniach.
Bo ja zawsze marzycielką byłam. Teraz zerkam na Damiana. Kręci mnie i jako
niedoświadczona czwartoklasistka nie mam pojęcia nic o związkach, ale czuję, że
Damian to zmieni.
            Z pozoru niewinnie pomagam Mu
zaaklimatyzować się w klasie. W rzeczywistości Go zapycham sobą.
Szczęśliwie okazuje się, że mieszka niedaleko mnie i choć może wracać do domu
krótszą drogą, wybiera dłuższą, aby mnie odprowadzić. Uśmiecham się w duchu, bo przecież
musze udawać obojętną. Ale czy ja umiem być obojętna? Jasne, że nie! Zawsze
robiłam, potem myślałam. Więc moja próba bycia niezainteresowaną wychodzi
kiepsko.
            Dostajemy wiadomość, że nie ma
lekcji religii. Świetnie! Wyciągam Milenę, Natalię, Izę oraz Damiana na plac
zabaw niedaleko szkoły. Damian nie ma problemu z przebywania w towarzystwie
tylko dziewczyn. Wydaje mi się, że Mu to nawet odpowiada. Cieszę się, ponieważ
mogę być z Nim sam na sam. Koleżanki nie rozumieją mojego zainteresowania
drugoroczniakiem, który według nich jest „dziwny”. No i to prawda,
zgadzam się z nimi. Damian jest dziwny, specyficzny, jakby trochę nie z tej
bajki. I to właśnie mnie kręci. Ale najbardziej chyba Jego nieśmiałość.
Łatwo Go peszę moją bezpośredniością.
Siedzimy
wszyscy na huśtawce i się bujamy. Rozmawiamy o wszystkim i niczym. Naglę
doznaje olśnienia i wyciągam Go na osobna ławeczkę w drugim końcu placu. Jest
zaskoczony, ale idzie. Siadamy na przeciwko siebie. Bez zbędnych upiększeń
mówię, że mi się podoba i chcę z Nim chodzić. Widzę, jak poraża Go prąd. Chwilę
nic nie mówi. Potem się uśmiecha. Żądam odpowiedzi natychmiast (jakbym miałam
duży wybór). Damian nie chce odpowiedzieć. Daje mu trzy dni na zastanowienie. Odchodzi.
            W duchu chwalę się za odwagę.
Koleżanki pytają o naszą rozmowę. Mówię im bez ogródek, że zapytałam się
Damiana o chodzenie. Nie wierzą w to. U jednej na twarzy widzę pogardę, u
drugiej podziw, trzecia siedzi i pusto na mnie patrzy ale żadna nic nie mówi. Nie
czuję się źle. Nie wiem skąd, ale mam przekonanie w sobie, że pokonałam jakiś
mur i potrafiłam zrobić krok do przodu. Bo czemu nie? Bo jestem
dziewczyną? Nie mieści się to w konwenansach? To nic, lubię łamać zasady.
Nie, żeby robić łamać prawo, czy robić rzeczy zakazane. Ale nie interesują mnie
społeczne konwenanse. Zawsze wychodziłam za nie, lekceważąc co wypada a czego
nie.
            Przez trzy dni słucham Damiana
opowiadań o dziewczynie, w której się kocha. Piękna blondynka o imieniu Ola,
która w żaden sposób nie pamięta o Jego istnieniu. Myślę sobie, to się
odkochaj, bo ona ma Cię gdzieś, a ja tu jestem. Rozmawiam Nim, spędzam każdą
przerwę i nawet zgłosiłam się do pomocy w wyuczeniu Go zadań z matematyki.
Dzięki temu spędzam z Nim czas u mnie w domu. Bitwa na poduszki? Czemu nie!  Nikogo nie ma, więc szalejemy. Matematyki nie
ruszamy.
            Po trzech dniach, po lekcjach
idziemy na Nasz plac zabaw. Siadamy przy tym samym stoliku. Oczywiście mamy
widownię na huśtawkach, na szczęście nas nie słyszą. Patrzy mi w oczy i
prosi o ściągnięcie okularów. Myślę, że to głupi pomysł, ponieważ okulary są
moją integralną częścią osobowości. Bez nich czuję się naga, bezbronna,
brzydka. Ale Damian wypowiada zdanie, którego już nigdy nie zapomnę: „nie
lubię okularników”.
W
pierwszej chwili jest mi strasznie przykro. Siedząc w milczeniu zastanawiam się
nad tym, co powiedział. Chwilę później mimo wielkiego smutku i rozczarowania
mówię głośno i wyraźnie: „trudno”. I odchodzę. Idę pewnym
krokiem, nie odwracają się . Słyszę, że mnie woła, ale nie reaguję. Nie mam
zamiaru Go przekonywać, prosić.
            Nie wiem dlaczego, ale Natalia idzie
do Niego. Rozmawiają przy „Naszym” stoliku. Jestem zła i rozżalona,
ale nic po sobie nie pokazuje. Bujam się na huśtawce  tak wysoko, że zaczyna skrzypieć
niemiłosiernie. Z całych sił staram się nie patrzeć na Damiana i Natalię. Ale
oni mnie wołają. Krzyczę, że nie przyjdę, bo mi nie zależy. Widzę w Damianie
zmianę. Inaczej się na mnie patrzy. Ku mojemu zaskoczeniu zostawia Natalię i
idzie do mnie.
            Staje koło mojej rozbujanej huśtawki
i mówi, że teraz mi nie powie ani „tak” ani „nie”. Wydaje
mi się, że chce, żebym jeszcze walczyła o Niego. Widzę, że podobało Mu się, że przejęłam
inicjatywę. Teraz też widzę, że Mu zależy. Bom! „Mam Cię” – myślę. A
mówię, że teraz ja się muszę zastanowić, udając wielką obojętność.
Tylko
taka ze mnie mała suka, która zapuszcza pomalutku macki, ale tak, żeby ofiara
czuła, że ma wybór. Następnie pomalutku robi wrażenie i kiedy już sie uda,
odpuszcza, udaje brak zainteresowania, żeby potem zacisnąć macki ze zdwojoną
siłą, ale przy pełnej akceptacji ofiary.
            Tak też się dzieje. Damian z
podrywanego staje się podrywającym. To już nie ja za Nim idę, tylko On za mną. Stara
się. Czuję na sobie Jego wzrok, a kiedy Go przyłapuję lekko się uśmiecham i
puszczam oko. W klasie mówią o NAS. A ja czuję, że Damian się zatapia. Czuję,
że miłość rozlewa się w Jego sercu. Każde Jego zachowanie, gest i spojrzenie o
tym mówią. Mimo, że sama nie jestem pewna swoich uczuć, jestem w siódmym
niebie, że mogą już mówić o NAS, jako klasowej parze. 
           

Może i te posty polubisz

Dodaj komentarz