„Rozchwytywana recytatorka”

        
        Piąta klasa
podstawówki. Dla mnie to czas zmian. Czuję, że zmienia sie moje ciało. W końcu
mam już dwanaście lat! I moje myślenie też ulega zmianie Choć w klasie nikt
niczego nie widzi. Od początku pierwszej klasy należę do cichych, skromnych
dziewczynek. Do tego moje duże, brzydkie okulary nie pomagają. Ale kończę
rozmyślanie, zaraz zaczyna się lekcja języka polskiego z moją ulubioną
nauczycielką – Panią Agatą. Tam muszę się skupić.
         Pani Agata, jak zawsze uśmiechnięta
ogłasza, że wybrała naszą klasę do udziału w obchodach Dnia Nauczyciela. Cała
klasa będzie mówić wiersze, a kilka osób poprowadzi imprezę. Pani Agata pyta,
kto chce wziąć udział. Zgłaszam się, ale jestem jedną z wielu chętnych, w tym
ta koszmarna Gośka. Nie lubię jej. Jest popularna w klasie, więc to ona z
Łukaszem poprowadzą przedstawienie. Żałuję, że nie ja, ale nie mam odwagi, żeby
to zaproponować. Pani Agata daje mi wierszyk o nauczycielu fizyki. Będę termometrem. Krótki, ośmiowersowy rymowany wierszyk. Ogłasza próbę w dniu
następnym.
Termometr:
         Szkolnych
fizyków gromada fajna
         chce
mieć co najmniej sławę Einsteina.
         Od
ciepłych spojrzeń ciepło na sali,
         aż
rtęć skoczyła na mojej skali.
         Więc
ciepły okrzyk wznieść się ośmielam
         na
cześć fizyka nauczyciela.
         Niech
w całej sali okrzyk zahuczy,
         wiwat
ten, kto nas fizyki uczy!
         W domu czytam wierszyk kilkakrotnie
przed snem. Prosty. Po trzydziestu minutach umiem go na pamięć i proszę mamę o
odpytanie. Mama mówi, że świetnie sobie poradzę, więc idę spać.
         Rano w szkole czekam niecierpliwie na
próbę. Nauczenie się tego wierszyka sprawiło mi wielką przyjemność. Kiedy
zaczyna się próba, Pani Agata prosi wszystkich o czytanie swoich tekstów według
określonej kolejności. Kiedy przychodzi moja kolej i mówię wiersz bezbłędnie z
pamięci cała klasa patrzy na mnie z ciekawością. Nauczycielka pyta czy spałam w
nocy, skoro już znam swoją rolę. Bardzo mi to pochlebia.
         Mijają próby, a ja z większą pewnością
recytuje mój fragment. Matematyczka przysłuchująca się ostatniej próbie uważa,
że powinnam brać udział w kółku teatralnym. Mimo, iż nieśmiałość mam wrodzoną,
te słowa dodają mi otuchy przed wejściem na scenę przed całą szkołą.
         I zaczyna się. Obchody Dnia Nauczyciela
rozpoczyna Gośka i Łukasz. Wybrane osoby zaczynają przedstawiać swoje wiersze i
dochodzi do mnie. Kiedy staję w blasku reflektora (jednego, bo szkła biedna)
zupełnie nie czuje tremy. Właściwie to czuję się doskonale. Czuję się tak, jak
nigdy dotąd: lekka, pewna siebie, swobodna i pełna optymizmu. Mówiąc swój tekst
jeszcze bardziej wczuwam się w rolę.
         Jednak mój tekst jest na tyle krótki,
że ledwo się wczuwam a już kończę. A po kilkunastu minutach wszyscy się
kłaniamy, gasną światła a cała moja klasa wychodzi za kulisy. Jestem
niepocieszona, chcę jeszcze. Nie rozumiem tego uczucia w sobie, które wcześniej
nigdy nie dominowało w moim życiu.
         Nazajutrz w klasie głośno jest od
mojego występu. Nie mogę zrozumieć dlaczego mówią o mnie, skoro tak wiele osób
brało udział w przedstawieniu, a moja rola ograniczała się do 8 wersów. Jednak
pod tą maską nieśmiałości zaczyna kiełkować moja pewność siebie, która w
późniejszym czasie wyrośnie na dużą, silną roślinę. Jest jeszcze jeden powód, który
mnie cieszy, otóż znalazłam część siebie. Odnalazłam się na scenie. I teraz
będę dążyła do powrotu na deski teatru.
         Wkrótce umożliwia mi to Matematyczka –
Pani Małgosia – w kolejnym przedstawieniu. Po raz kolejny zgłaszam się do
udziału w scenach, ale tym razem dostaję główną rolę – nauczycielki. Moja,
malutka wówczas, duma zaczyna rosnąć. Tekst opanowuję w dwa wieczory, popołudniowe
próby są dla mnie ważniejsze niż podstawowe lekcje. A cały występ wychodzi
wyśmienicie. Kiedy słyszę brawa, jestem pewna, że nie poprzestanę na deskach
szkolnych.
         Jestem rozpoznawalna w szkole, co jest
dla mnie nowym zjawiskiem. Zanim zdążyłam ochłonąć po tym występie i
gratulacjach zostaję wybrana do sztuki o Adamie Mickiewiczu. Ponad dwugodzinna
prezentacja przedstawia życie i twórczość polskiego wieszcza. Mimo, iż
prowadzącym zostaje ktoś inny, to mi przypada większość wierszy i tekstu o
Mickiewiczu. Tekstu, który przyswajam w kilka dni. Koleżanki i koledzy uczą się
czytać swoje role, kiedy ja recytuję z pamięci najtrudniejsze poematy. Kolejny
sukces.
         Koniec szkoły podstawowej zaowocował w
rozwój mojej samooceny. Zaczynałam od cichej, schowanej w kąt okularnicy a kończę
jako rozchwytywana w szkolnych spektaklach recytatorka.  
         Gimnazjum przynosi na tym polu same rozczarowania,
choć regularnie biorę udział we wszystkich przedstawieniach okolicznościowych.
Dopiero szkoła średnia to czas, w którym pojawiam się na amatorskiej scenie teatralnej, gdzie rozwijam skrzydła w grupie „Teraz My” przy
Miejskim Ośrodku Kultury i Sportu. 

A ja – to ta klęcząca Królowa nad ciałem mojej zmarłej córki Księżniczki (17.03.2005 r.)
Krótka recenzja z tego spektaklu (szukać pod datą premiery 17.03.2005 r.):

Może i te posty polubisz

2 komentarze

  1. Wiem, że przerwałam ta opowieść kiedy właśnie wszystko się układało. Jednak to było wiele lat temu. Teatr towarzyszył mi długo, ale w pewnym momencie życia wybrałam inną drogę, której nie żałuję i jestem spełniona zawodowo. A aktorstwo to jedno z moich miłych doświadczeń, do których chętnie wracam. Obecnie teatr widuję tylko w roli widza, co też mnie uszczęśliwia 🙂

Dodaj komentarz