Pokolenie IKEA – Piotr C.

Recenzja lubimyczytac.pl:

Pokolenie Ikea to opowieść o ludziach, którzy pracują po to, aby spłacać
kredyty, rozczarowani rygorystycznym, sprzedanym za namiastki szczęścia
życiem.

Jak zabawia się w piątkowy wieczór młody gwiazdor warszawskiej palestry?
O czym śni Olga, grzeczna dziewczynka z dobrego domu, codziennie wbijająca się w garsonkę?
Za czym tęsknią ludzie w szklanych wieżowcach?
Co jeszcze można sprzedać?
Czy życie trwa przez dwa tygodnie w roku? 

Znam ten typ. Taki, kurwa, emocjonalny dusiciel. Dusi i dusi, i dusi.
Gdzie idziesz? O której wrócisz? Pamiętaj, mamy jechać do mamy! Czemu
tyle pijesz? Inni tyle nie piją. Zabaw mnie. Jesteś taki nudny.
 Nie
pójdziesz grać w kosza. Wszystko ja muszę robić. Czy ty mnie jeszcze
kochasz? Dlaczego Cię jeszcze nie ma, co Ty sobie myślisz? Zmień pas!
Stań tutaj!
Kiedy pojedziemy na zakupy do Ikei? Gdzie wchodzisz, dopiero
myłam podłogę! Dlaczego ciągle siedzisz przy komputerze? Kiedyś byłeś
inny. Dawniej żona Ufa robiła mu laskę w parku o dwunastej w południe. Teraz robi mu co najwyżej pranie. Man is incomplete, until he is married. Then he is finished.

Moje zdanie:

Powiem szczerze, że wymęczyłam tę książkę. Pierwsze dwa rozdziały jakoś jeszcze pochłonęłam, bo były inne, następne już zaczęły mnie męczyć, nużyć i nie miałam na nie ochoty. 
Główny bohater:
-nick: Czarny
-35 lat
-prawnik w korporacji warszawskiej
-ukazujący wyścig szczurów korporacyjnych
„Pracodawca, chcąc sobie stworzyć grupę pokornych niewolników, razem z
umową o pracę powinien podstawiać do podpisania umowę kredytu
hipotecznego. Takie dwa w jednym, wash & go. Wszyscy dostają to,
czego chcą. A jaka oszczędność czasu. Czterdzieści lat pracy,
czterdzieści lat spłaty kredytu. Trumna w promocji po spłacie.”
-dobrze zarabia
-jeździ Hondą
-kredyt na mieszkanie
„Mieszkam sam. Półtora roku temu kupiłem dwa pokoje na Ochocie. Na
kredyt, rzecz jasna. Wszyscy w tym mieście wszystko kupują na kredyt. To
kolejna z rzeczy, które Cię maksymalnie udupiają. Bierzesz kredyt i
wiesz, że nie możesz pozwolić sobie na stratę roboty, bo twoje następne
miejsce zamieszkania będzie na ławce przy Centralnym. (…)”
-lubi gotować
-weekend spędza w klubach na wyhaczaniu chętnych dup na szybko numerek
-ironiczny, cyniczny i szowinistyczny humor.
Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat tej książki, jednak mi coś nie odpowiadało. Nie mam problemu z wulgaryzmem i ironicznym poczuciem humoru, ale w „Pokoleniu” był tego taki przesyt, że czułam niesmak. Z trudem dotarłam do końca.
Zacznijmy od początku. Tytuł jest hmm…bezsensu. Zupełnie nie ma odzwierciedlenia w tekście i poczułam się jakby oszukana, bo Pan Piotr nie jest zbyt dobrym obserwatorem czy socjologiem. Może trzy razy pojawia się w książce mebel z Ikea. 

Po drugie. Książka nie zachwyca językiem, fabułą, jakimś rozwinięciem bohaterów. Piotr to duży chłopiec, bawiący się w playboya, który traktuje kobiety przedmiotowo, a w jego wypowiedziach pełno jest seksistowskich i stereotypowych tekstów. Na początku są zabawne, potem nużą, a na koniec denerwują. 

Jego przyjaciółka  Olga, która ma kuchnię za kilkanaście tysiaków, po to, żeby na nią patrzeć i dawno nikt jej nie przeleciał. Nie wiem w sumie za co, ale nie polubiłam jej postaci.

Zakończenie książki miało pozostawić czytelnika w niepewności, ale ten zabieg też nie wyszedł – przynajmniej co do mojej osoby. 

Moje oczekiwania legły szybko w gruzach niesmaku. Tekst amatorski wypchany chamstwem oraz przekleństwami, gdzie każde zdanie zawiera „kurwę”. Komercja jednym zdaniem. Zastanowię się czy sięgnę po drugą część.

Może i te posty polubisz

8 komentarzy

  1. Cóż, przyznam szczerze – nie brzmi to za dobrze. Kiedy ma się z "Pokoleniem Ikea" kontakt sporadyczny, we fragmentach w dodatku, łatwo się zachęcić, bo to wszystko o czym piszesz aż tak nie razi. Mimo wszystko spróbuję, choć domyślam się, że i mnie nie przypadnie do gustu aż tak jak sądziłam. A szkoda.

  2. Będę bronić Piotra C. 😉 Co do tytułu, to moim zdaniem ta nazwa symbolicznie określa pokolenie dzisiejszych dwudziesto-, trzydziestoparolatków, ale nie wiąże się to z przymusem opisywania zakupów w Ikea… 😉
    A książka rzeczywiście nie opiera się na konkretnej fabule, ale biorąc pod uwagę, że powstała na podstawie wpisów z bloga o tym samym tytule – nic dziwnego, że jest zlepkiem historyjek.
    Polecam drugą część – jeszcze bardziej perwersyjna 🙂

  3. Chyba nie dla mnie, wystarczająco mnie zraziłaś, nie przepadam za wulgaryzmami jeśli jest ich zbyt dużo i są nieumiejętnie użyte, a tutaj by mnie to, podobnie jak Cb, raziło 🙂

Dodaj komentarz