Aniołkowe mamy – pod redakcją Magdaleny Wojaczek

Recenzja lubimyczytac.pl:
Aniołkowe mamy kobiety najsilniejsze na świecie. Kobiety, które przeżyły
największą z tragedii (…) teraz, po stracie swoich Maleństw, widzą,
słyszą i czują więcej… Aniołkowe mamy a kobiety, które poroniły. zbyt
często zostają same ze swoim bólem i smutkiem. Mają swoją wirtualną
rzeczywistość, w której budują społeczność wzajemnego wsparcia. Czy to
im wystarcza Książka powstała w oparciu o cztery historie opisane na
blogach w portalu Onet.pl oraz rozmowy z ekspertami w dziedzinie
ginekologii i położnictwa, psychologii i duchowości. Przerwijmy tabu!
zacznijmy rozmawiać!
Moje zdanie:

“Moja rodzina, zwłaszcza moja mama, odmówiła mi prawa do żałoby. Nie
wolno mi było na ten temat mówić, a nawet być smutną. To może brzmi
nieprawdopodobnie, ale tak było. Wszystkie uczucia musiałam ukrywać i
tłamsić w sobie”
str. 153

To nie przypadek, że sięgnęłam po taka tematykę. Jednak wyjaśnienie moich powodów przyniesie mi za dużo cierpienia, więc ograniczę się tylko do mojej opinii na temat książki.
“Aniołkowe mamy” są podzielone na dwie części. Pierwsza to zapiski z blogów kobiet, które straciły swoje dziecko. Historie przejmujące, opisujące najgłębsze przeżycia kobiet. Ale również pokazują proces przejścia żałoby i próby powrotu do ‘normalnego’ życia. 
W drugiej części książki Magdalena Wojaczek rozmawia z ekspertami. Ginekolog przedstawia poronienie od strony medycznej, wyjaśnia najczęstsze przyczyny. Psycholog pomaga zrozumieć co dzieje się z rodzicami, którzy doświadczyli tragedii, jak sobie radzić ze stratą i dobrze przeżyć żałobę przez oboje małżonków. Na końcu Duszpasterz opowiada o stosunku Kościoła do poronienia, pogrzebu szczątek dziecka, czy mały Aniołek miał duszę i gdzie poszedł po śmierci.  
Dawno nie czytałam lektury tak przesiąkniętej bólem, smutkiem i żalem. Z każdej strony wylewają się przykre uczucia mam, które szukają odpowiedzi “dlaczego” i starają się radzić sobie z zaistniałą sytuacją. Na każdej kartce czuć emocje tych kobiet.
Przygnębiający jest fakt, iż o poronieniach mało się mówi. A stosunek polskiej służby zdrowia jest przerażający (niestety nie tylko do tego tematu!). Brak zrozumienia przeżywanej tragedii przez rodziców, bagatelizowanie straty, nie przyzwolenie do żałoby powoduje tylko pogłębienie traumy. 

Książka pokazuje jak ważny jest to temat i jak bardzo jest potrzebne wsparcie Aniołkowych rodziców, którzy stracili swoje dziecko. Jest to pozycja, mimo wyrażanego w niej cierpienia,  która dostarczyła mi ciekawej i ważnej wiedzy. Cieszę się, że po nią sięgnęłam.


Może i te posty polubisz

12 komentarzy

  1. Mnie również przeraża fakt znieczulicy panującej w polskich szpitalach, gdzie mamy które straciły bądź tracą dziecko leżą na jednej sali ze szczęsliwymi kobietami czekającymi na rozwiązanie. Następny horror dotyka kobiety, które po poronieniu są pozostawiane same sobie… Ale to temat na dłuższą dyskusję. Masz rację, to książka ważna i potrzebna, cieszę się że o niej napisałaś.

  2. Zawsze staram się współczuć kobietom, które właśnie w taki sposób straciły swoje dziecko, moja mama rok po moich urodzinach, poroniła bliźniaki, kiedy się o tym dowiedziałam, czułam się bardzo dziwnie, trudno to zinterpretować, bardzo chętnie zapoznałabym się z tą książką.
    pozdrawiam

Dodaj komentarz