Klara – Iza Kuna

Recenzja lubimyczytac.pl:
Zaskakujący
debiut prozatorski utalentowanej aktorki, scenarzystki i blogerki.
Tragikomiczny portret współczesnej singielki Klary, wciąż szukającej szczęścia.
Klara nie ma męża ani dzieci. Za to ma prawie czterdzieści lat, narzekającą
mamusię i żonatego kochanka… Wciąż się odgraża, że umrze, kłóci się z matką,
odchodzi i wraca do swego Aleksa, i upija się, czym popadnie, z przyjaciółką
Wronką. Losy Klary poznajemy z absurdalnych scenek. Z pozoru zabawny pastisz
życiowych seriali i powieści, a tak naprawdę bolesna prawda o braku
porozumienia między ludźmi i naszych obyczajach. Pieprzny język, prawdziwe
emocje.
Moje zdanie:
Iza
Kuna – dla mnie jedno skojarzenie – LEJDIS. To chyba jedyny z jej filmów, które
widziałam. Nie przepadam za serialami, a tym bardziej za kiepskimi filmami
polskimi, więc nie mogę w całości ocenić aktorskiego talentu Kuny.
Do
książki zachęciła mnie okładka i cena (14,99 zł) a opis był interesujący. Leżała
na mojej półce już jakiś czas i kiedy skończyłam czytać inną książkę
„Klara” rzuciła mi się w oczy. Niestety.
Przeczytałam
ją bardzo szybko, głównie dlatego, że cała treść to dialogi, a rozdziały są
bardzo krótkie. Ale to chyba jedyny plus. Czuje rozczarowanie.  
Bohaterzy
dość banalni:
Klara – singielka, która
płacze, narzeka i kocha żonatego faceta. Posiada nerwicę i kota.
Aleks – żonaty kochanek
Klary, który zapewnia, że kocha i kiedyś odejdzie od żony. Ale jeszcze nie
teraz.
Mama – wiecznie krytykująca
córkę za… wszystko.
Wronka – najlepsza
przyjaciółka, która w razie potrzeby powie „kocham cię, ale
spierdalaj”. Nimfomanka.
Piotr – przyjaciel, płaczący
gej. Teraz modnie mieć za przyjaciela geja.
Fabuła:
Bohaterzy
na przemian płaczą, mdleją, piją lub klną. W nadmiarze. Każdy do każdego. Klara
wyjeżdża na wycieczki, wczasy. Ale o jej pracy nic nie wiemy. Nie dane jest nam
poznać zamiłowania bohaterki, jakieś pasje. Wiemy tylko o poczuciu samotności i
niemożliwie wielkiej miłości do Aleksa.
Pierwsze
strony były ciężkie. Niezrozumiałe. Były takie rozdziały, których po prostu nie
kumałam. Wątki jakby się urywały nie siląc się o pointę. Dalej było troszkę
lepiej. Może dlatego, iż weszła w narrację i sposób przekazu Kuny. Nie należę
do osób, które wystrzegają się niecenzuralnych słów, ale ilość przekleństw na
jednej stronie w tej książce mnie przerosła. Miało być śmiesznie ale nie wyszło.
Uśmiechnęłam się trzy razy.
Co
autorka miała na myśli? Nie wiem.
Do
kogo książka jest adresowana? Nie wiem.
Po
co jest wydana? Nie wiem.
Może
po prostu nie dla mnie taka literatura. Może za ambitna. Może ja za płytka. 
Polecam odważnym. 

Może i te posty polubisz

14 komentarzy

Dodaj komentarz