Chiński ekspres – K.S. Rutkowski

Recenzja lubimyczytac.pl:
Rano
wpadł do naszego pokoju Adam. Młoda akurat brała prysznic. – He, stary, gruby
temat znalazłem u nas w pokoju! – zawołał podekscytowany.

Muszę sprawdzić, czy to samo jest u Was! Klęknął przed szafką z telewizorem i
zaczął oglądać ją z każdej strony.

Ha ha! Jest! U ciebie też! Nachyliłem się obok niego i spojrzałem na to, co tak
bardzo go podnieciło. Nie jestem jakimś ekspertem, ale nie musiałem zgadywać.
Pod stolikiem, dobrze ukryta, tkwiła miniaturowa kamera. Skierowana na łóżka.
Czyli na te miejsca, gdzie w hotelowych pokojach zwykle najwięcej się dzieje. W
moim pokoju akurat za wiele się na nich nie działo, mieszkałem w końcu z córką,
ale w pokoju Adama zapewne znacznie więcej. Oboje z żoną byli pełni wigoru i
ciągle jeszcze mieli apetyt na życie.

No cóż… W końcu znajdujemy się w komunistycznym kraju. Permanentna
inwigilacja, szpiegowanie, te sprawy. Normalna taktyka…

Moje zdanie:
Chiński ekspres miał to, czego oczekuję od lekkiej lektury: ciekawą
fabułę, przyjemny styl, dobry humor i cięty język.
Pierwsze zdanie: “Jechaliśmy przez pół kraju na
warszawskie lotnisko, aby rozpocząć podróż do Chin, a ja chciałem się zabić (…).”
Pomyślałam, że dobrze trafiłam, gdyż temat idealny dla psychologa. Brak chęci do
życia, obniżony nastrój i maska, która to ukrywa. W miarę zagłębiania się w
lekturę treść podobała mi się coraz bardziej.
Po poprzedniej książce K.S. Rutkowskiego wiedziałam,
czego mogę oczekiwać od autora. Męski punkt widzenia potrafił mnie zaskoczyć i
nierzadko zastanowić. A uśmiech nie schodził mi z twarzy kiedy bohater kipiał
sarkazmem. 
 
Narrator, spełniając marzenie córki, zabiera ją w
podróż do Chin. Wycieczka ma swoje plusy i minusy. Bohater świetnie przedstawia
obraz obecnych wielkich chińskich miast, które poddają w zwątpienie jego wyobrażenia
komunistycznego kraju. Chiny absorbują swoim stylem, gdzie nowoczesność
miesza się z kulturą i tradycją. Mimo wszystko narrator nie jest zainteresowany
zwiedzaniem, często wracając do swojego wewnętrznego świata pełnego ciemności i
rozpaczy.
Ogromną zaletą tego krótkiego opowiadania jest
przedstawiony obraz polskiego turysty. Niestety zgaduję, że jest bardzo realny.
Grupa, z którą przyjechał bohater jest nieprzyjemna, wymagająca i zamożna.
Jednak wysoko zadarte nosy nie przeszkadzały w naciąganiu i oszukiwaniu rodaków
przez chińskich przewodników. Główny bohater nie zostawiał tego bez komentarza.
Wśród tej grupy znajduje się małżeństwo, z którym chętnie nawiązał kontakt. W towarzystwie
znajomych, córki oraz przewodnika Mariana Tong zwiedzanie chińskich metropolii wydaje
się ciekawsze i jest ucieczką od przykrych myśli. Jednocześnie bohater twardo
stąpa po ziemi i bardzo realnie, czasem surowo ocenia świat. Przez te cechy
bardzo polubiłam tego z pozoru zimnego drania.
Po drugiej książce Rutkowskiego mogę się nazwać jego
miłośniczką. Choć nie są to lektury wysokich lotów, autor przyciąga swoim
indywidualnym stylem i humorem. Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się w
przeżycia bohatera. Cięty, prosty i mocny język są plusem książki. Wulgaryzmy
dodają pikanterii i wciągają w brutalny świat widziany męskimi oczami.
 
Panie Rutkowski proszę o więcej! 
Za egzemplarze “W niewoli seksu” i “Chiński ekspres” dziękuję Autorowi. 

Może i te posty polubisz

5 komentarzy

  1. Nie przepadam za opowiadaniami, ale zainteresowało mnie to, że narrator skupia się na swoim wewnętrznym świecie, który zbyt różowy nie jest. Także myślę, że warto byłoby przeczytać 😉

Dodaj komentarz