Łatwopalni – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Recenzja lubimyczytac.pl:
Dolny
Śląsk, poniemiecka przeszłość, spalona słońcem ziemia, intensywna, mieniąca się
kolorami jesień i małe miasteczko u stóp gór. Tam przyjeżdża on, mężczyzna,
który wciąż ucieka. Kiedyś wydarzyło się coś, przez co już nigdy nie będzie
mógł normalnie żyć, nie zazna spokoju. Ale spotyka ją, śliczną nauczycielkę,
której brakuje wiary w siebie i którą dusi małomiasteczkowy konwenans. Ich
spotkanie jest jak cud, jesień wybucha, słońce pali, rodzi się miłość.
Ale
los zadrwi znowu, z obojga.
Moje zdanie:
Dobrze, że są biblioteki. To
chyba pierwsze, co pomyślałam kiedy zamknęłam książkę „Łatwopalni”.
Dawno miałam na celowniku twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, dlatego bez
wahania wzięłam dwie książki z jej nazwiskiem spodziewając się świetnej
lektury. Może wybrałam nieodpowiedni czas na zapoznanie się z jej powieściami. Ostatnio
głęboko siedziałam w męskiej, brutalnej i nagiej prozie (Rutkowski, Grossman) i
czytając Łoniewską miałam wrażenie, że jest to lektura nad wyraz przesłodzona. 
Monika – bohaterka nr 1.
Piękna, inteligentna, zamknięta w sobie. 
Dziesięć lat temu zostawił ją chłopak – pierwsza miłość i od tej pory
tak cierpiała, że więcej z nikim się nie spotykała. Tylko dom-praca. Autorka
przedstawia ją jako osobę „po przejściach”. Rozumiem, że odrzucenie
boli, ale dziesięć lat przeżywania utraconej miłości i zamknięcie się na
otoczenie to lekka przesada. Dodatkowo Monika ma skomplikowaną relację z matką,
która się szybko zmienia kiedy rodzicielka wyjawia swoje tajemnice z
przeszłości. 
Jarek – bohater nr 2.
Przystojny, inteligentny, zamknięty w sobie. Cztery lata temu podczas wypadku
samochodowego zginęła jego żona i syn. W tym przypadku zachowanie mężczyzny
jest naprawdę wspaniale napisane. Tragedia, która go dotknęła mogła siać
spustoszenie w psychice człowieka i Łoniewska dobrze zarysowała charakterystykę
udręki Jarka. Mój zarzut odnośnie tej postaci odnosi się do jego „kobiecego”
podejścia do miłości. Mając do porównania styl męski widzę, że Jarek jest
mężczyzną wykreowanym przez kobiece pióro.  Poza tym od paru lat jeździ motocyklem i nie
pracuje. Jego zarobek to okazyjne zlecenia plastyczne lub zlecenia z zakresu medycyny.
I w jednej chwili postanawia kupić dom pod Wrocławiem i robi to… Czepiam się?
Po prostu brak m tu realizmu. No i dość mam idealnych mężczyzn: przystojnych,
bogatych i na każde zawołanie swojej kobiety. 
Grzesiek – bohater nr 3. Pierwsza
miłość Moniki. To on był „czarnym charakterem”, ale plus dla autorki
za ciekawą metamorfozę tej postaci. 
Sylwia i Ewa – najlepsze
przyjaciółki Moniki. Ewa mniej zarysowana. Sylwia mająca swoje problemy – ta
postać też jest bardzo realna. 
Maria – matka Moniki. A tutaj
minus. Nie rozumiałam zachowania tej kobiety. 
Mimo tej banalności książka
należy do pochłaniaczy czasu. Otwierasz pierwszą stronę i już jesteś w połowie.
Bardzo lekki styl autorki, nieskomplikowane dialogi i taka płynność treści, że
zapomina się o czasie. 
Opisy seksu (będę się
powtarzać) bardzo kobiece, pełne namiętności, dawania rozkoszy drugiemu
partnerowi. Takie przerysowane i cudownie piękne. Jednak motyw, kiedy Monika i
Jarek są maksymalnie pobudzeni, ale się powstrzymują jak nastolatki przed
pierwszym razem, aby wybrać odpowiednie miejsce i czas. I oboje ciągle
powtarzają o pragnieniu wielkiej szalonej miłości do końca życia. 
Trójkąt Grzesiek-Monika-Jarek
nie jest oryginalny, aczkolwiek historia mi się podobała. Chociaż były momenty
męczące mnie niezdecydowaniem i infantylizmem bohaterki. Wplecenie w to wątków przyjaciół
i mieszkańców miasteczka też dużo dają treści. 
Ciekawa okładka i tytuł, który
zwraca uwagę. A na końcu książki spis piosenek wprowadzających w odpowiedni
nastrój każdego rozdziału. 
A sama końcówka…no cóż…coś
trzeba było wymyślić, aby przedłużyć historię Moniki i Jarka. W końcu brak problemów wieje nudą.

„Ludzie są tacy łatwopalni. Płoną i
gasną, zanim słońce zdąży się schować za chmurami.”

A dlaczego sięgnęłam po kontynuację? Gdyż wszystkie opisy miejsc są mi bliskie. A dodatkowo pierwszy raz czytałam książkę, w której jest opis mojego miasteczka. to zrodziło we mnie sentyment. 
 

Może i te posty polubisz

13 komentarzy

  1. A ja tam uwielbiam prozę Lingas-Łoniewskiej, jej plastyczne i ciepłe opisy zawsze wprowadzają mnie w inny świat. Poza tym nie dziwię się, że nie mogłaś się w pełni wczuć w klimat Łatwopalnych po prozie Rutkowskiego – to dwa różne światy 😉 Śmiem twierdzić, że przez długi czas słodycz będzie Cię irytować 😉

  2. Ok gdybym znalazła książkę, która opisuje moje miejsce zamieszkania to na pewno bym po nią sięgnęła. Może zbyt szybko skreślam tę książkę ale jak dla mnie to byłby jedyny powód, dla którego bym po nią sięgnęła. Treść wydaje się banalna,a bohaterowie przeciętni. Takie przynajmniej mam odczucie. Jedna nadzieja, że styl autorki jest dobry.
    Pozdrawiam!

    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

  3. Nie miałam okazji jeszcze czytać książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Na pewno miło jest czytać o swoim miasteczku i gdybym kiedykolwiek trafiła na jakąś, która opisuje moje rejony zamieszkania bez zastanowienia sięgnęłabym po nią 🙂

Dodaj komentarz