Czarne jak heban – Salla Simukka

Recenzja lubimyczytac.pl:
W szkole trwają przygotowania do spektaklu o
Królewnie Śnieżce. Lumikki Andersson gra w nim główną rolę.

W tym samym czasie zaczyna otrzymywać listy od tajemniczego wielbiciela,
którego zauroczenie powoli przeradza się w obsesję. Mężczyzna grozi dziewczynie
krwawą zemstą, jeśli nie spełni jego żądań… Ostatnia część fińskiej trylogii.
Moje zdanie:
Ostatnia część trylogii „Czarne jak heban” (Czerwone jak krew, Białe jak śnieg) trzymała poziom i dała mi
jeszcze więcej emocji. Lumikki zmieniła się od czasu pierwszej przygody. Jest
teraz dojrzałą kobietą, która wie na co ją stać. Dalej nosi w sobie piętno
ofiary przemocy szkolnej, a także zdarzeń mających miejsce w jej życiu.
Ostatnio ciągle uciekała przed szponami śmierci. 
Po powrocie z Pragi miała jeden
cel: poznać prawdę o swojej siostrze. Ślady pamięciowe wskazywały jej, iż stało
się coś o czym wszyscy w rodzinie nie chcą mówić. Jednak dopiero tajemniczy prześladowca,
który wiedział zdecydowanie za dużo zaczął podsuwać jej wskazówki, którymi
odnajdywała zagubioną przeszłość. 

„Dostaniesz w prezencie swoją przeszłość.
Dostaniesz w prezencie swoją tajemnicę.
Dostaniesz w prezencie wiedzę, kim naprawdę jesteś.
Dostaniesz w prezencie siebie całą. Nareszcie.”

W tym czasie pojawia się w życiu
bohaterki dwóch

chłopaków. Jeden złamał jej serce, drugi jest idealnym chłopakiem
obecnie. Jej serce jest rozdarte. Podążając za rodzinną tajemnicą poznaje
siebie, swoje pragnienia, swoje oczekiwania i nadzieje. Dopiero w momencie
poznania prawdy Lumikki będzie mogła dokonać wyboru dobrego dla niej samej.
Przerwanie tajemnicy może również poprawić relacje domowe. 

Simukka jest dobrą autorką, która
nie odpuszcza do ostatniej strony. Ostatnia część trzymała poziom a zakończenie
dalej refleksje nad dbaniem o relacje rodzinne. Jedną uwagę jednak mam. Tak jak
w poprzednim tomie był słabo rozwinięty wątek sekty, tak w tej części stalking mało
zarysowany. Ważne wątki pojawiające się w powieściach dziewczyny-detektywa nie
wystarczają, aby zaspokoić w pełni moją ciekawość. 

„Była sobie raz dziewczynka, której nie było…”

Podsumowując, jestem
usatysfakcjonowana serią o Lumicce Andersson, która okazała się dziewczyną
odważną, szybko łączącą wątki i dążącą do celu, ale nie po trupach. Warto sięgnąć
dla przyjemności i poczuć lekki dreszczyk emocji. 

Może i te posty polubisz

8 komentarzy

  1. Mnie strasznie podobał się zamysł autorki – kolejne części sa przemyślane, a nie pisane na kolanie, no i bohaterka jest świetnie skonstruowana. 🙂 Poza tym lektura jest bardzo emocjonująca, a to zawsze coś dobrego.

Dodaj komentarz