Powiedz, że mnie kochasz, mamo – Grażyna Mączkowska

Recenzja wydawnictwoakurat.pl:
W kwietniu 2014 roku powieść zdobyła wyróżnienie w
konkursie literackim „Moja własna książka”.
Wzruszająca przez swoją prostotę i autentyzm
opowieść o potrzebie miłości i trudnościach z jej okazywaniem. To historia
życia ponadpięćdziesięcioletniej obecnie kobiety – życia niełatwego i
zwyczajnego, ale może właśnie dlatego tak ciekawego. Ze skutkami dzieciństwa, pełnego
przemocy fizycznej i emocjonalnej, Gabrysia zmaga się do dziś… Tym, czego
bohaterce brakowało najbardziej, był brak akceptacji ze strony matki. Tytułowa
prośba przewijała się przez całe jej trudne życie. Po lekturze tej mądrej,
wzruszającej książki nikt już nie będzie wątpił, że nie wolno skrywać dobrych
uczuć, że ciepło, serdeczność i akceptacja są najwspanialszym darem, jaki każdy
z nas może ofiarować innym – a zwłaszcza swoim dzieciom.
Grażyna Mączkowska urodziła się
w Nowym Mieście Lubawskim, a od kilkunastu lat mieszka koło Szczytna. Żona,
mama, babcia, teściowa i przyjaciółka Soni – psiny zabranej ze schroniska.
Wieczna marzycielka, zakochana w książkach, poezji i Mazurach. Zanim napisała
tę debiutancką powieść, przez wiele lat była właścicielką stajni i prowadziła
rekreację konną. Uważa, że każdy człowiek jest jak księga, z której można
czytać. Kocha przyrodę, a najbardziej żurawie, skowronki, brzezinę i
wrzosowiska. Nie potrafi zrozumieć ludzkiego okrucieństwa wobec zwierząt.
Zakochana w życiu.
Moje zdanie:
Z racji moich zainteresowań książki dotyczące
przemocy, zwłaszcza wobec dzieci, pochłaniam tonami. Wobec tego moje
oczekiwania od tego typu pozycji są dość wysokie. Niestety powieść Grażyny
Mączkowskiej „Powiedz, że mnie kochasz, mamo” nie spełniła moich wymagań. Mam wrażenie, że tak ważny temat poruszany
w książce został przegadany i rozwlekły.
Autorka przedstawia nam dojrzałą, pięćdziesięcioletnią
kobietę – Gabrielę, która w dzieciństwie była ofiarą przemocy domowej ze strony
ojca, jak i matki. Jest to historia kobiety, która zmaga się z demonami
przeszłości, jakie pozostawiły w niej czyny i słowa rodziców.
Gabi w dzieciństwie wraz z rodzicami i trójką
rodzeństwa zamieszkiwała Kujawy. Ojciec był alkoholikiem oraz osobą stosującą
przemoc na całej rodzinie. Matka była zarówno ofiarą tej przemocy, osobą
współuzależnioną, jak również w konsekwencji sprawcą przemocy na swoich
dzieciach. W tej rodzinie dzieci nic nie znaczyły. Nie miały prawa do własnego
głosu. Miały być podporządkowane, ale nawet to nie dawało gwarancji na pełne
poczucie bezpieczeństwa. Rodzice byli porywczy, agresywni i nieprzewidywalni.
Gabi wyrosła na osobę lękliwą, z niskim poczuciem własnej wartości oraz brakiem
poczucia bezpieczeństwa i miłości.
Główna bohaterka, aby pozbyć się koszmarów nocnych i
ciągłego wpływu cierpienia z dzieciństwa postanawia zmienić kilka rzeczy w
swoim życiu. Zaczynając od miejsca zamieszkania czy skorzystania z pomocy
specjalisty. Zaczyna rozumieć swoje zachowanie, jako syndrom Dorosłego Dziecka
Alkoholika.
Książka w małej części opisuje zachowania osób
dorosłych cierpiących na DDA. Szczegóły są średnio zaakcentowane. Wspomnienia
starszej kobiety są opisem, gdzie zabrakło mi emocji. Wydarzenia mieszają się,
a żale do matki (rzadziej do ojca) są głównym wątkiem powieści. W pewnym
momencie to zaczyna nużyć. Miałam wrażenie, że czytam kilka razy to samo, tylko
pisane innymi słowami. Fabuła nie posuwała się dalej, tkwiła w miejscu i
zalewała goryczą.
Gabi w swoim retrospekcjach nie przypomina sobie
żadnych pochwał ani wsparcia ze strony matki. Ma także żal do niej, że nigdy
nie usłyszała, że jest kochana lub chciana. Ale największe cierpienie sprawiło
jej, iż matka ciągle pozostawała w związku z oprawcą. Od ojca chciałaby tylko
przeprosiny, choć sama nie wierzy w jego zmianę. A przecież to i matka i ojciec
w równym stopniu sprawiali jej ból psychiczny i fizyczny.   
I tutaj mi nie gra. Kobieta zdaje sobie sprawę z DDA,
ale nie jest zorientowana w współuzależnieniu od sprawcy przemocy (choć jest to
wspomniane w książce). Autorka nie wysuwa żadnych wniosków i nie daje
czytelnikowi pełnego wglądu w portret rodziny borykającej się z problemem
alkoholowo-przemocowym. Taka powierzchowność.
Ponadto życie Gabrieli jest usłane różami. Mimo wielu
trudności psychicznych znakomicie sobie radzi w małżeństwie, macierzyństwie,
przyjaźniach. Aż było momentami za słodko.
A jak dodamy do tego cudowne życie jej rodzeństwa to
powątpiewa się w tę historię.
Nie tego spodziewałam się po tej książce. Po prostu
mnie nie zachwyciła. A szkoda, ponieważ Grażyna Mączkowska ma potencjał.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu AKURAT.

Może i te posty polubisz

14 komentarzy

  1. Temat nie należy do najłatwiejszych, a czasem mam wrażenie, że autorzy, którzy porywają się na takie trudne tematy po prostu porywają się z motyką na słońce i chyba to właśnie taki przykład

  2. Czyli w sumie moja ocena nie była wcale nietrafna. Coś mi nie grało z tą słodkością i łatwością budowania relacji w dorosłym życiu. Uwielbiam recenzje w których możesz użyć swojego doświadczenia zawodowego, są idealne 😉

  3. Wielka szkoda… To już kolejna recenzja, która nie przekonuje mnie do przeczytania tej książki. A wielka szkoda, bo potencjał był. Okazuje się, że ciekawy temat i śliczna okładka nie wystarczą. Dziękuję za szczerą recenzję:)

Dodaj komentarz