Klub Julietty – Sasha Grey

Recenzja lubimyczytac.pl:
Catherine, studentka filmoznawstwa, jest
zafascynowana jednym z wykładowców. I to nie jego intelekt przyciąga uwagę
dziewczyny. Źródło tej fascynacji, która zaczyna przeradzać się w obsesję, z
całą pewnością nie jest umiejscowione w głowie profesora. Kiedy Catherine
zwierza się z tego swojej przyjaciółce Annie, ta wprowadza ją w świat
wyuzdanego seksu, o którego istnieniu wiedzą tylko nieliczni. W klubie Julietty
wpływowi ludzie realizują swoje najdziwniejsze i najbardziej perwersyjne
fantazje seksualne, a Catherine, choć ma chłopaka, którego kocha, nie może się
oprzeć pokusie zakazanych zabaw. Dopiero zniknięcie Annie i bezskuteczne próby
jej odnalezienia uświadamiają Catherine, że ten podziemny świat seksualnych
rozkoszy może być bardzo niebezpieczny.
Moje zdanie:
Uwaga, treść dla osób powyżej 18 roku życia! 
[Człowiek]
może
przeczytać niezliczoną liczbę książek na dany temat – religii, nauki, filozofii
czy przyrody – ale gwarantuję, że nigdy, przenigdy nie znajdzie odpowiedzi,
która by go satysfakcjonowała. Tak naprawdę, dogłębnie. Odpowiedzi, która da mu
poczucie spełnienia i sprawi, że pozna swoje miejsce i cel w życiu.”
Sięgając po Klub Julietty chciałam wejść na kilka godzin do sprośnego świata
wykreowanego przez gwiazdę porno. Bo na czym może znać się gwiazda porno
najlepiej? Odpowiedź nasuwa się sama: na seksie! Pomińmy to, iż Sasha Grey nie
powinna zabierać się za pisanie, ale jeśli już to zrobiła, to książka spod jej
pióra powinna ociekać dobrym seksem. Czyż nie?
Niestety nie tym razem.
Ani nic nowego, ani nic świeżego, ani nic
kontrowersyjnego, ani … w ogóle nic :]
Lubię erotyki, więc nie zadowalam się
niczym kiepskim. I jak wcześniej krytykowałam 50 twarzy Greya, tak dzisiaj
uważam, że tam chociaż była „jakaś” fabuła. Liczyłam, że Sasha da mi coś od
czego nie będę mogła się oderwać, gdzie opisy seksu sprawią, że będę się
czerwienić a określenia części ciała mnie zaskoczą. Oczekiwałam booom a dostałam jakiś śmietnik
przemyśleń głównej bohaterki, która starała się być inteligentna.
Możemy spotkać zboczonego karła i imprezę [tylko]
w maskach karnawałowych oraz opis fetyszu seksualnego obiektu westchnień bohaterki.
Ale to wszystko rozmywa się w bełkocie przemyśleń nad światem, nasieniem i
sensem pieprzenia się.
“Mój
tyłek jest cały w kminie, imbirze, czosnku, soli i pieprzu. Marynuję się we
własnych sokach, a moja pupa jest gotowa do pieczenia, ale zanim pozwolę
Jackowi wstawić ciasto do mojego piekarnika, sama dochodzę kilka razy.
Płomienie ogarniają całe moje ciało i liżą mózg. Oboje spalamy się w ogniu
miłości”.
To, czego nie mogę odmówić autorce (nie
wiem czy nazywanie jej autorką nie jest naruszeniem :P), to lekki i prosty język.
Czcionka jest duża i nie ma błędów. Oczywiście powszechne są wulgaryzmy, ale
nie tak, aby zrobiło się  niesmacznie. Więc
książka naprawdę gładko wchodzi, jeśli nie skupimy się tak bardzo na
wyciągnięciu z niej sensu. A najpiękniejsza w niej jest okładka: aksamitny turkus
przyciąga wzrok a powieka z pięknymi rzęsami zachęca do poznania tajemnicy
Klubu Julietty. Do tego minimalistyczne, aczkolwiek złote napisy sprawiają, że
chcesz ją otworzyć.
Nie wiem czy nazwałabym tę książkę
erotykiem. Romans też odpada. Niby coś tam się dzieje między bohaterką a jej
chłopakiem, ale to za mało. Grey próbowała wpleść w marzenia seksualne
bohaterki tajemnice Klubu Julietty, ale mnie osobiście rozczarowała. Więc
thriller też nie wychodzi w grę. Więc czy możemy mówić tu o literaturze porno?
Chyba to najlepsze określenie tego, czym jest to wybitne dzieło literatury.
Dlaczego porno? Otóż wyjaśniam. Książka to
świat

wykreowany dla mężczyzn, sztuczny i przemocowy. To wizja świata gdzie
dominuje mężczyzna, który jest Panem. Kobieta gra rolę podporządkowaną i
uległą. Jest zabawką w rękach Pana, stworzona do jego zaspakajania i czerpiąca
przyjemność w upokarzaniu. Sasha Grey jakby usprawiedliwia seksbiznes tym, iż
kobiety lubią być własnością mężczyzny a prawdziwą siebie mogą odkryć tylko
poprzez ból i przekraczanie granic cielesności. A czerpanie korzyści
finansowych z praktyk seksualnych ze stadem napalonych mężczyzn jest w porządku.
Jednocześnie, jako kobiety nie mogą wpływać na rzeczywistość; są tylko lalkami,
które mogą mieć dostęp do Klubu lub nie, a decyduje o tym mężczyzna – Pan.

Rolę facetów mamy tutaj standardową: dobry
i zły. Ten dobry jest prawie pozbawiony wad – taki z którym chce się spędzić
resztę życia. I ten bad boy, który
traktuje kobietę jak własność. Pierwszego się kocha, z drugim się można ostro
pieprzyć.
Jestem zdania, że warto znać swoje ciało,
uwielbiać swoją seksualność i znajdować nowe drogi do rozkoszy, ale oddawanie
się współżyciu to równowaga między dawaniem a braniem przyjemności razem ze
swoim partnerem. W tej książce nie ma równowagi. Nie ma nawet finezji czy polotu,
nie rozpala namiętności czytelnika. Gdyby nie nazwisko autorki książka została
by pominięta i niezauważona, bo monotonia wychodzi z każdej kartki.
Plusy? Mimo wszystko można je znaleźć. Catharina
studiuje filmoznawstwo, dzięki czemu w wielu sytuacjach opisuje znaczenia
filmów, znanych aktorów czy nawiązuje do twórczości reżyserów filmowych. To
było najciekawsze z powieści.  
Muszę przyznać, że na początku wątek Klubu
wciąga. Pierwszych parę stron opisuje tajemnicę Klubu Julietty i naprawdę chce
się ją poznać. Ale to się szybko kończy a Sasha nie poradziła sobie z budowaniem
napicia i rozwinięciem wątku Klubu. W środku książki w ogóle o nim zapomniała,
aby na koniec cudownie oświecić czytelników dziwnym morałem, z którym cała
treść książki nie miała nic wspólnego:
“Seks sprawia, że wszyscy jesteśmy
równi”

Może i te posty polubisz

15 komentarzy

  1. Uwielbiam krytyczne recenzje xD Zawsze je z radością czytam, bo wiem, że są prosto z czytelniczych opinii, i dzięki nim mogę ochronić swój budżet i przede wszystkim siebie przed bublami, a Juliettę miałam w planach, by się przekonać co to Saszka wymyśliła, bo czytałam kilka pochlebnych zdań o tej ksiażce, ale teraz… teraz podziękuję 🙂

    LeonZabookowiec.blogspot.com

  2. Ja lubię książki tego gatunku, ale tym razem zdecydowanie sobie odpuszczę. Przyznam szczerze, że dopiero teraz dzięki Tobie dowiedziałam się, że Sasha Grey napisała książkę!

  3. Też lubię czytać erotyki i praktycznie żadnym nie pogardzę, ale powyższa pozycja jakoś zniechęciła mnie tym dziwnym metaforycznym cytatem, ponieważ w dobrym porno wolę proste, konkretne pieprz….. a nie jakąś durną ''poezję'' 🙂 Dlatego tym razem spasuje, tym bardziej, że sama nie polecasz tego ''dzieła''.

  4. Chciałam to przeczytać z czystej ciekawości bo moja znajoma strasznie się nad tą książką rozpływała. W najbliższej przyszłości nie, ale kiedyś przeczytam 😀

Dodaj komentarz