Moc kina – nowe możliwości

Oprócz książek
zawsze pałałam miłością do dużego ekranu. Był taki czas, że w kinie bywałam kilka
razy w miesiącu. Potem, niestety przyszedł taki czas, w którym nie mogłam sobie
na to pozwolić i chodziłam tylko na filmy „must see”. Na szczęście ostatnio to się
odmieniło dzięki Cinema City. Otóż wpadli na genialny pomysł karty
abonamentowej Cinema City Unlimited. Tak jak na siłownie, zapisujesz się do
programu i za jednakową cenę w miesiącu chodzisz na każdy film jaki chcesz! Kiedy
usłyszałam o takiej możliwości, od razu się zapisałam. W ciągu 2 tygodni byłam
na 6 filmach…i to nie wszystko. 
Zapraszam na recenzje: Joy, Gwiezdne Wojny, Fala, Córki dancingu oraz wkrótce Creed. Narodziny legendy, The Big Short i Nienawistna ósemka. 

Plusem jest
niska cena (w porównaniu do cen biletów w kinach), która kusi i zwraca się po
dwóch seansach w miesiącu. Mówię tu o cenach dla osób, które nie posiadają
żadnych zniżek. Wejściówki na inne wydarzenia (3D, pokazy specjalne, maratony itp.) są
dodatkowo płatne. Jeśli chcesz oglądać do woli filmy, które wychodzą w 2016 r., bez problemu możesz je śledzić na bieżąco z Unlimited. Ja się przekonałam i jestem
zadowolona. 
Karta jest spersonalizowana,
co oznacza brak możliwości pożyczania lub wpuszczania innych osób (chyba, że
posiadasz rodzeństwo bliźniacze), gdyż na karcie umieszcza się fotkę. 
Minusem jest
ograniczenie z uwagi na miejsce zamieszkania. Program jest ewidentnie
skierowany dla mieszkańców dużych miast, w których jest kino Cinema City. We
Wrocławiu jest tylko jedno, co też daje mi ograniczony wybór daty i godziny
seansu. Jednak akurat mieszkam 3 minuty od tego kina, więc Unlimited jest jak
dla mnie!
To
daje mi możliwość częstszych recenzji filmów dla Was.  
Kilka faktów:
– Nigdy nie
byłam na horrorze i nigdy nie pójdę.
– Z uwagi na
swoja wadę wzroku ciężko mi się ogląda w 3D,
więc raczej tego unikam.
– Odkąd mam
kartę Unlimited chodzę do kina sama.
A co!
– Nie
przepadam za polskimi komediami,
które wywołują we mnie ataki wścieklizny.
– Uwielbiam
wszystko co wyszło od MARVELA, Tima
Burtona i Tarantino.
– Nie lubię
jeść popcornu w kinie.
– Zawsze z
niecierpliwością czekam na reklamy przed seansem, zwłaszcza zapowiedzi. Od razu planuje kolejny
film, na który pójdę.
– W kinie
zawsze wybieram jedno ulubione miejsce.
Ostatni rząd, miejsce gdzie jest przerwa na schody. Z uwagi na niewielki wzrost
nie mam problemu, że ktoś mi zasłoni ekran głową 😛
– Jeśli
spodoba mi się jakaś seria, na zakończenie idę na matron filmowy i oglądam wszystkie części po kolei (nawet jeśli już
wszystkie widziałam).
– Kiedyś w
kinie byłam sama z przyjaciółką. Seans prywatny 😉
– W
listopadzie 2015 r. na filmie Marsjanin
jedna para kilka foteli dalej (w kącie kina) uprawiała seks...chyba. Albo nieźle się stymulowali. Ciężko było skupić się
na ekranie, serio 😛
Nigdy nie wyszłam wcześniej z filmu.
Nawet jeśli mi się nie podobał, chciałam go zobaczyć do końca. Choć byłam
blisko wyjścia z filmu kilka lat temu Wojna
polsko-ruska
oraz ostatnio z Córek
dancingu
.
– Lubię
rzewne, babskie i dramatyczne filmy.
– Wiele lat
temu wybrałam się z klasą gimnazjalną do kina. Oglądałam film jak pewien Hobbit
szedł z pierścionkiem 3 godziny do jakiejś góry i… nie doszedł. Jak zaczęły
lecieć napisy zapytałam koleżanki czy przespałam końcówkę. Dopiero po seansie dowiedziałam się, że to pierwsza część z trzech Władcy pierścieni. Kolejne części filmu
oglądnęłam wiele lat później, pod naciskiem męża, że to taka świetna saga i
TRZEBA TO ZOBACZYĆ, bo w ogóle mnie to nie interesowało (posypie się hejt?).
– Najlepszy
mój wypad do kina odbył się jak miałam z dwanaście lat. Byłam na wczasach nad
morzem. Sama zorganizowałam ekipę 14-osobowej młodzieży z całego ośrodka do
kina. Aż sama się uśmiecham do tego
wspomnienia
J
– I bonus na
koniec – jakim jestem freakim:
zbieram bilety z filmów, na których byłam. Mam specjalny zeszyt, gdzie je
wklejam 😀
A wy macie jakieś wrażenia z kina? 
Często chodzicie czy wolicie domowe zacisze? 
Macie ochotę na recenzje filmowe? 

Może i te posty polubisz

12 komentarzy

  1. Bardzo rzadko chodzę do kina, w sumie to raz na rok. Być może dlatego, że mam natłok różnych obowiązków, a do najbliższego kina 50km. więc się nie chce jechać.
    Co do horrorów – swego czasu miałam na ich punkcie bzika i oglądałam w domu przynajmniej jeden dziennie 🙂
    Też nie lubię oglądać filmów w 3D mimo iż mam dobry wzrok.
    A seks w kinie – jeszcze takich atrakcji nie uświadczyłam, ale może wszystko przede mną 🙂
    Podobnie jak ty nie trawię polskich komedii, za wyjątkiem ''Sami swoi'' 🙂 A na recenzje filmowe w Twoim wydaniu z przyjemnością przeczytam.

  2. Lubię chodzić do kina i zastanawiałam się nad Cinema City Unlimited. Może zmobilizowałoby mnie to chodzenia do kina samej, bo zazwyczaj chodzę z kimś, a wiadomo, że nie zawsze chce się oglądać te same filmy. Średnio chodzę do kina raz w miesiącu, ale może z abonamentem chodziłabym częściej? 🙂

  3. Ja do kina lubię chodzić, ale najbliższe z prawdziwego zdarzenia jest oddalone od mojego miasta o 50 km -,- Ale pamiętam, że najlepszy seans na którym byłam to jakoś tak w 3 gimnazjum – razem z koleżanką poszłyśmy na… Załogę G! Małe dzieci z opiekunami i my dwie z tyłu – śmiejące się przez całą bajkę! 😀 Odlot! 😀

  4. Bardzo lubię chodzić do kina, ale już nie pamiętam kiedy byłam ostatni raz.. Na służbach specjalnych, może marzec to był… Teraz szykuje się nowy Pitbull to może w końcu się uda, a póki co kupiłam bilety na kabaret:) A to Ci dopiero seks w kinie…Chyba jakaś gorąca randka, że nie mogli poczekać:/

  5. Fajny pomysł, chociaż trochę wkurza mnie to, że trzeba się zapisać od razu na jakiś określony okres czasu. W Lublinie mamy dwa Cinema City, ale ja najbliżej mam do Multikina, gdzie na dodatek mam środy z Orange, z których namiętnie korzystam, więc na razie się wstrzymam. Ale plus za to, że wreszcie wprowadzili coś, co w wielu krajach funkcjonuje już od dawna 🙂

  6. Nie chodzę do kina zbyt często, choć ostatnio zgłosiłam się do udziału w wydarzeniu Obejrzę 52 filmy w 2016 roku 🙂
    Jakoś nie przepadam za oglądaniem filmów, zazwyczaj na nich zasypiam, a z kolej na zwykłe komedie o niczym trochę szkoda mi pieniędzy ( w końcu dla mnie to spory wypad i co najmniej 50 zł za film wliczając dojazd, za tyle mogę mieć dwie książki).
    Też wynudziłam się na Władcy pierścieni, choć bardzo lubię ten cykl. Mam na niego sposób, przesypiam sceny walki a na ciekawsze akcje jestem budzona 🙂
    Są filmy, które jednak warto w kinie obejrzeć. To wszystkie te zrealizowane z rozmachem produkcje, albo ekranizacje, albo jakieś apokalipsy na które ciągnie mnie mąż 🙂
    Fajny post Ci wyszedł, z przyjemnością go przeczytałam 🙂

Dodaj komentarz