FAZA NA …… WALENTYNKI inaczej czyli MOJA LISTA NAJSŁABSZYCH KSIĄŻEK O RELACJI DAMSKO-MĘSKIEJ

Dziś Walentynki.

Uważam, że Święto Zakochanych jest potrzebne. Przyjemnie celebrować z Ukochaną/Ukochanym swoją miłość i przywiązanie.

Tak jak ważny jest Dzień Matki, co nie oznacza, że szanować ją powinniśmy tylko jeden dzień w roku.

Niestety Walentynki to dzisiaj święto tak skomercjalizowane, że w okolicach 14 lutego, gdzie się nie odwrócisz widzisz czerwone serduszka. I mnóstwo, mnóstwo niepraktycznych bibelotów w kształcie serca. Firmy prześcigają się w wymyślaniu atrakcji na ten dzień.

Za przeproszeniem, ale można rzygnąć tęczą.

Pełno w koło top list z najlepszymi książkami o miłości. Dlatego ja stworzyłam wyjątkową listę – książki z najsłabszymi romansami, które przeczytałam. Podejdź do tego z przymrużeniem oka, jeśli akurat znajduje się tutaj Twoja ulubiona książka.

 

 

MOJA LISTA NAJSŁABSZYCH KSIĄŻEK

O RELACJI DAMSKO-MĘSKIEJ

Pięćdziesiąt twarzy Greya – E. L. James

Na początek coś z klasyki romansów (taki żart!). Co prawda nie mam zrecenzowanej tej serii na blogu, ponieważ przeczytałam ją zanim powstał blog a potem szkoda mi było czasu i miejsca na blogu, aby pisać o szarych oczach Greya i wewnętrznej bogini machającej pomponami.

No cóż. Może dlatego, że z racji szkolenia się z zakresu seksuologii, nie zachwyciłam się Greyem. Ba, nawet się zawiodłam. Książka była reklamowana jako pokazanie zjawiska BDSM. A tymczasem były tam może z cztery momenty i to okrojone. Poza tym fabuła była banalna, oklepana, przewidująca i czułam się jakbym czytała harlequina. Główna bohaterka była tępa, a miliarder w ogóle nie zrobił na mnie wrażenia. A do tego ten seks wszędzie, cały czas i do znudzenia powtarzający się schemat. Przebrnęłam przez trzy części, bo aby coś krytykować, trzeba to znać.

Pokusiłam się nawet, aby wybrać się na ekranizację. I kolejny raz dostałam po oczach takim tanim banałem.

 

Blogowanie o facetach – Anna Dollow

W jedną dobę Magda traci pracę i swojego chłopaka. Następnie przez zupełny przypadek dostaje propozycję oferty pracy, która wiąże się z dwoma miesiącami w RPA. Tam pojawia się pewien mężczyzna.

Historia jest banalna. Z niecierpliwością czekałam na jakiś zwrot
akcji i się nie doczekałam. Kiedy już, już na koniec zaczęło się coś dziać to zakończenie mnie totalnie rozczarowało.

Niestety książka, choć bardzo krótka ma wiele korekt do poprawy.

 

 

 

Klub Julietty – Sasha Grey

Sięgając po Klub Julietty chciałam wejść na kilka godzin do sprośnego świata
wykreowanego przez gwiazdę porno. Bo na czym może znać się gwiazda porno najlepiej? Odpowiedź nasuwa się sama: na seksie!

Niestety nie tym razem.

Oczekiwałam booom a dostałam jakiś śmietnik przemyśleń głównej bohaterki, która starała się być inteligentna.

Książka to świat wykreowany dla mężczyzn, sztuczny i przemocowy. Kobieta gra rolę podporządkowaną i uległą. Jest zabawką w rękach Pana, stworzona do jego zaspakajania i czerpiąca przyjemność w upokarzaniu. W tej książce nie ma równowagi. Nie ma nawet finezji czy polotu,
nie rozpala namiętności czytelnika.

 

Na szczycie – K. N. Haner

Wiem, że to debiut Pani Haner i podobno jest lepiej w drugiej części, ale nie mogłam pominąć tej książki w tym zestawieniu.

Ta książka na całych 800 stronach przesiąknięta jest przemocą. I to moje największe zastrzeżenie do tej pozycji. Nie ważne, że bohaterowie ani razu się nie „kochają” tylko zawsze pierd***, jeb***, pieprzą, rżną, bzykają i każdemu facetowi nieustannie stoi. Nie ważne, że główna bohaterka jest w związku, z którego nie potrafi wyjść, mimo eskalacji przemocy. Nie ważne, że powielają się tutaj stereotypy o „niegrzecznych” gwiazdach rocka, którym wszystko wolno, np. traktować kobietę jak towar. I nie ważne, że język, styl i ilość zdarzeń pozostawiają wiele do życzenia.

Ale akceptacja gwałtu, jako coś z czym można przejść do normalności, albo strata dziecka potraktowana jako błahostka – to przekroczyło moją granicę tolerancji.

Takie książki mogą zaszkodzić. Nie pokazują zdrowej relacji między kobietą a mężczyzną. Jedyne co tę książkę usprawiedliwia – to gatunek do, którego należy – czyli erotyk.

 

50 sposobów na zdobycie kochanka – Lucy-Anne Holmes

Główna bohaterka jest singielką – nie z wyboru. Marzy o udanym związku ze wspaniałym facetem, jednak nie do końca się do tego przyznaje, nawet przed sobą. Obecnie pracuje jako kelnerka, ale to praca tymczasowa (tylko osiem lat!), ponieważ od wielu lat stara się o główną rolę w filmie lub choćby w serialu.

Najlepszym przyjacielem jest jej współlokator Simon, który przyjął rolę pierwszego
pocieszyciela.

Kobieta sama postanawia zorganizować swój własny pościg ku znalezieniu świetnego faceta. Tak powstaje pomysł na „50 sposobów na zdobycie kochanka”, który wciela w życie. I dalej w książce nie dzieje się nic ciekawego.

Taka książka, o której się szybko zapomina. Drugiej części szukać nie będę.

 

Obrońca nocy – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Gdybym zapoznała się z „Obrońcą” w pierwszej kolejności nigdy bym nie sięgnęła po kolejne książki polskiej pisarki. Ta pozycja jest tak kiepska, że postanowiłam traktować to jako bajkę.

Akcja powieści toczy się w Los Angeles i to jest pomyłką.  Bohaterowie to do przesady skrajni ludzie – albo dobrzy albo źli. Okropnie nie lubię w książkach takich banałów jak: bogaty facet i piękna, wyjątkowa kobieta. On kupuje jej najnowsze ferrari, ona się opiera, ale i tak przyjmuje. On kupuje firmę, gdzie ona pracuje, aby być bliżej.

To kolejna książka pisarki, w której facet ma myśli zbliżone do kobiety. Jest poprawny, romantyczny i domyślny. Nie zrozumcie mnie źle, bo ja lubię romantycznych mężczyzn i znam takich osobiście. Tylko ten opisany w książce jest nierealny i taki banalny.

Miłość między Nim a Nią: „kocham cię„, „ja też cię kocham„, „ja cię kocham bardzo„, „a ja cię bardziej„, „boże, jak ja go kocham, co ja zrobię bez niego„, „nie mogę jej stracić„, a w co piątym dialogu wyznawanie miłości poziom hard – po włosku. Do obrzydzenia. 

To najgorsza książka Lingas-Łoniewskiej, niestety. Ale na szczęście ma też wiele dobrych pozycji w swoim dorobku.

 

Ogród Kamili – Katarzyna Michalak

Może wywołam małą burzę, bo gdy patrzę na oceny tej książki to zastanawiam się czy jestem dziwna. Chyba tak, bo nie rozumiem zachwytów nad Kamilą i jej ogrodem.

Młodziutka dziewczyna poznaje faceta – Jakuba, który ją rozkochuje w sobie po czym odchodzi, a ona osiem lat przeżywa te przykre doświadczenie. Przez osiem lat pisze desperackie maile do mężczyzny, który przestał się odzywać. Przez osiem lat zwierza się mężczyźnie, którego uważa za drania, pytając dlaczego i prosząc go o uwolnienie od siebie. I nagle po ośmiu latach zaczynają się dziać w życiu dziewczyny, a raczej już kobiety, niespotykane rzeczy.

Jak chyba widać, Kamila mnie męczyła swoją osobą. Sama jestem romantyczką, ale bohaterka była urwana jakby z innej epoki a jej zachowanie było niezrozumiałe. Zachwyca się różanym ogrodem (jej najskrytsze marzenie), żeby za kilka sekund stwierdzić, iż należy ogród zrównać z ziemią. Panna Nowodworska w większości relacji z nowym szefem – Łukaszem – zachowuje się jak gówniara z gimnazjum.

I kolejny raz: bogaty mężczyzna, niewinna, zagubiona kobieta, nagłe spełnienie marzeń i jakieś tragiczne wydarzenia z przeszłości, jakaś mroczna tajemnica. 

Nie sięgnęłam po drugą część. Ani po żadną inną pozycję Michalak. Ja dziękuję, postoję.

 

Jakie są Wasze typy na najsłabsze historie miłosne w literaturze?

Zgadzacie się z moją listą?

 

p.s.

Zapominamy, chyba że najważniejsze w tym wszystkim nie jest wielkość prezentu, ani nawet sam prezent… prawdziwa wartość to bliskość drugiej osoby. I osobiście na to stawiam w ten wyjątkowy dzień.

Może i te posty polubisz

12 komentarzy

  1. Bardzo ciekawe zestawienie, inne od tych wszystkich wokół 😀 No cóż pierwszą i chyba największą porażką tego typu jest Christian Grey i wewnętrzna bogini Anastazji 😀 Tej pozycji chyba nic nie przebije, chociaż potrafię zrozumieć skąd na niego tak wielki boom. Reszty pozycji nie znam i zapoznawać się nie zamierzam 🙂 Jest wiele, całe morze innych, bardziej interesujących pozycji 🙂 Ja osobiście romansów nie czytam praktycznie wcale. Drażnią mnie w kółko i w kółko i w kółko powielane schematy, no błagam ile można czytać o biednej, skromnej, niezrównanie pięknej dziewczynie, którą zainteresował się największy przystojniak w szkole/pracy/na wakacjach… Za dużo tego, o wiele za dużo! Poproszę o coś oryginalnego, wtedy chętnie przeczytam.

    Pozdrawiam 🙂

  2. Z Twojego zestawienia w moje ręce wpadł tylko Grey. Ewidentnie nie muszę tego komentować, ponieważ wszystko zostało już napisane 🙂
    Jestem pod wrażeniem Twojego zdania do twórczości K. N. Haner. Podoba mi się szczerość, która płynie z tego opisu. Osobiście nie znam twórczości autorki i raczej nie mam w najbliższych planach jej poznać. Pozdrawiam 🙂

  3. Jak ja lubię takie podsumowania, aż mam ochotę samej zrobić spis par, które nigdy nie powinny mieć miejsca! 😀
    Do większości Twoich wyborów (bo niektórych tytułów nie znam) mogę jedynie przyklasnąć i krzyknąć: „Polać tej Pani”!

  4. Same perełki, nie powiem ;D Czytałam w sumie tylko Greya (w stu procentach zgadzam się z Twoją opinią), ale słyszałam o reszcie, a szczególnie o powieści Katarzyny Michalak. Szkoda, że powieści miłosne tak bardzo ostatnio spadają na poziomie. Mimo wszystko cieszę się jednak, że autorzy są jeszcze w stanie wymyślić ciekawe fabuły, choć w tym gatunku to ich ze świecą szukać ;D

  5. Podpisuję się pod Greyem – przed tą powieścią przeczytałam kilka ciekawych erotyków, a kiedy sięgnęłam po Greya, to myślałam, że nie skończę… Po kolejne części nawet nie będę sięgać, bo szkoda czasu na tak nudną historię. Miałam chociaż nadzieję, że film okaże się lepsze, ale cóż – przeliczyłam się. 😉 Co do książki K.N. Haner – ostatnio przeczytałam „Sny Morfeusza”, które męczyły mnie straszliwie i widzę, że obie powieści dotykają problemu przemocy pokazanej jako coś normalnego… W takim razie jestem pewna, że nie ma sensu nawet zastanawiać się nad inną książką tej autorki, bo na pewno znowu mnie wymęczy i wynudzi. Kamila z powieści Michalak również dla mnie była tak irytującą postacią, że niejednokrotnie musiałam przerywać lekturę… Widzę, że mamy bardzo podobne przemyślenia odnośnie wielu powieści, moja bratnia czytelnicza duszo! 🙂

Dodaj komentarz