Jesteś pasjonatem kolekcjonowania książek, jak ja? Zapomnij o nowościach na swojej półce! Ustawa o jednolitej cenie książki

Ustawa o jednolitej cenie książki – czy to jakiś żart?

 

Prima aprilis dopiero 1 kwietnia, a ja mam wrażenie, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polska Izba Książki robi sobie żarty z czytelników!!!

W Polsce ceny książek są horrendalne. Wiele ludzi nie może sobie pozwolić na kupno nowych książek, co przyczynia się do zmniejszenia poczytności w naszym kraju. Za książkę w regularnej cenie płacimy od 20-50 zł. Najczęściej spotykam się z ceną trzydziestu kilku złotych. Jak dla mnie to dużo. Dlatego jestem zalogowana na newsletterach wielu księgarni, w tym internetowych, które mają naprawdę świetne promocje. Tak naprawdę głównie dzięki zniżkom jestem na bieżąco z nowościami. 

Aktualnie ustawę przyjęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jeśli ustawa wejdzie w życie to dla mnie koniec z nowościami – na tyle, na ile teraz mogłam sobie pozwolić. 

Przyprzyjmy się samej ustawie. Nakładanie na wydawców książek ustalenia jednej ceny na okres roku. Max rabat to 5 %, chyba, że reprezentujesz instytucje naukową to dostaniesz 20% zniżki. Poszaleli i dopuścili 15 % rabatu na Targach Książki. Nie będzie można nabyć książki jako gratis do magazynu. I teraz najlepsze – uczniowie również mają pod górkę – jednolita cena obejmuje również podręczniki (zniżki do 15% dla stowarzyszeń uczniowskich). Ale to jeszcze nie wszystko, gdyż po 6 miesiącach wydawca może wycofać cały nakład (rozumiecie jaki to koszt?!) i wprowadzić książce nową stałą cenę. I żeby nie było tak słodko – za złamanie przepisów grożą grzywny.

Przytoczę słowa Pana Włodzimierza Albin, prezesa Polskiej Izby Książki:

 

„Duże markety są zainteresowane tylko książkami, które są popularne, hitowe, jeżeli tylko takie zostaną na rynku, to upada pewien etos związany z wydawaniem książek. Upada wielość podmiotów, które je wydają i upada wielość podmiotów, które je sprzedają” (…) „Jeżeli nie będzie tej ustawy, to na koniec czytelnik będzie miał gorzej, dlatego że będzie miał dalej do książek, internet tego nie zapewnia.”

 

Izba Książki tłumaczy swoją postawę ratowaniem małych księgarni, które bankrutują. Rozumiem, że takie rzeczy mają miejsce i są naprawdę przykre. Jednakże czy to jedyne rozwiązanie, jakie przyszło naszym rządzącym do głowy? Dlaczego za to, że na rynku dominują duże księgarnie – sieciówki, mają cierpieć czytelnicy?? Dlaczego pasjonat książki poniesie duże koszty za problem na rynku czytelniczym? I ostatnie pytanie: dlaczego mam wrażenie, że zostaje mi odebrane prawo do wolnego rynku?

Ustawa przewiduje rabaty za zniszczone książki. Co za tym idzie? Czytając jedno z forum o tej ustawie znalazłam wypowiedź Pana, który oficjalnie mówił, że doprowadzi to do specjalnego niszczenia książek, aby sprzedać je taniej. Zostaje pytanie czy ja chciałabym lekko zniszczoną książkę (np. z uciętym rogiem)?

To, że czytelnictwo w Polsce nie ma się dobrze, wiemy nie od dziś. Ale przy braku możliwości wyszukania sobie najatrakcyjniejszej ceny – moim zdaniem – czytelnictwo zmniejszy się jeszcze bardziej.

I proszę nie poruszać argumentu bibliotek, gdyż jako czytelnik mam prawo chcieć posiadać własne książki.

A co do książek, które nie są bestselerami. Wiele ciekawych tytułów można znaleźć w różnych księgarniach. Niszowe książki są dostępne, jeśli ktoś ich szuka. Wydawnictwa coraz częściej wznawiają tytuły starszych, niedostępnych książek. 

Może rzeczywiście spada liczba księgarni stacjonarnych. Ale coraz więcej pojawia się tych internetowych. Przecież dzisiaj sprzedaż elektroniczna to świetna opcja, która stale powiększa swoje grono wielbicieli i … nie mam tu na myśli tylko rynku książkowego. Wiele małych księgarni posiada własną stronę internetową. Dlaczego taka możliwość jest odbierana czytelnikom?

Ja też widzę świetny interes na czarnym rynku. Już widzę rozgrzane do czerwoności serwery nielegalnie ściągające miliony e-booków czy audiobooków.

Kto zyska? Wcale nie małe księgarnie, bo czytelnicy (mam na myśli Nas – bibliofilów!) zamiast 5 książek miesięcznie kupi 1, jeśli dostanie premie w pracy 😛 Więc duże sieci przeciwko niby, którym jest ta ustawa zyskają, bo mają większe możliwości dbania o swoją sprzedaż.

W konsekwencji czytelnik będzie płacił więcej lub… w ogóle. 

Czy zatem książka będzie “dobrem luksusowym”?

 

moja biblioteczka od tyłu

A na koniec – jeśli jesteś oburzona/oburzony tak jak ja – wypełnił PETYCJĘ i miejmy nadzieję, że czytelnicy coś wskórają!

 

Może i te posty polubisz

4 komentarze

  1. Petycję już dawno podpisałam i namówiłam znajomych.
    Sił na ten rząd nie mam. Po prostu nawet z tej strony chcą mnie zachęcić do emigracji :/
    A najgorsze jest to, że duża część narodu wciąż jest bierna… :/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: