MOC FILMÓW… czyli co oglądałam w styczniu

W kinie…

Tamte dni, tamte noce – reż. Luca Guadagnino

Wybrałam się na ten film tylko dlatego, że jest nominowany do Oscarów i to w 5 kategoriach (w tym najlepszy film). Dużo bym straciła, gdybym go nie zobaczyła, bo ekranizacja jest pełna emocji, refleksyjna i cudownie zagrana. Romans między mężczyzną a nastolatkiem okraszony leniwym latem we Włoszech i mądrymi dialogami. Aż zatęskniłam za Italią. Polecam, bo naprawdę warto.

I tak cię kocham – reż. Michael Showalter

Postanowiłam obejrzeć tę produkcję z dwóch powodów – również z powodu nominacji do Oscara, ale także bo lubię romanse. Jakże się pozytywnie zaskoczyłam, kiedy okazało się, że historia miłosna między Pakistańczykiem a Amerykanką jest przepełniona mądrym humorem. Do tego problemy moralne głównego bohatera i walka o swoje szczęście powodują chwilę zadumy. Piękna historia.

Coco – reż. Lee Unkrich, Adrian Molina

Lubię bajki, a takie z morałem jeszcze bardziej! Coco to opowieść o chłopcu, który ruszając w drogę w zaświaty musi odkryć, co jest dla niego najważniejsze. Wzruszająca muzyka, cięte dialogi i historia rodzinna głównego bohatera to niezapomniana przygoda dla dzieci i dorosłych. Śpieszcie się do kina!

Najlepszy – reż. Łukasz Palkowski

Do Najlepszego namawiali mnie znajomi od dawna i dopiero w styczniu udało mi się wybrać na historię o Jerzym Górskim. Bardzo motywacyjna i dobrze opisująca realia Polskie lat 70-80 poprzedniego wieku. Jeśli narkoman może wygrać podwójny Ironman (dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu pokonał w czasie 24 godzin, 47 minut i 46 sekund), to ja również mogę osiągnąć dużo w sporcie, do którego ostatnio wróciłam. Ten film mnie zainspirował.

Jumanji. Przygoda w dżungli – reż. Jake Kasdan

Znacie Jumanji z Robinem Williamsem z lat 90′? Pewnie tak. Film dedykowany pamięci tego zmarłego aktora. Tym razem uczestnicy przenoszą się do gry wideo na starej konsoli. Trafiają prosto do dżungli, gdzie aby przeżyć muszą wygrać. Ta produkcja to niezbyt udany film, ale broni się jednym. Twórcy śmiali się sami z siebie, co powoduje, że film jest bardziej jadalny. Oglądać z przymrużeniem oka.

Gra o wszystko – reż. Aaron Sorkin

Dobra produkcja o odważnej, zaradnej i inteligentnej kobiecie. Świetna rola Jessici Chastain oraz Idris’a Elba. Ten duet ogląda się znakomicie, a sam film trzyma w napięciu. Co prawda nie znam się na pokarze, ale byłabym skłonna zaryzykować swoje pieniądze jeśli usiadłabym przy stole głównej bohaterki Molly Bloom.

Narzeczony na niby – reż. Bartosz Propokowicz

Aby nie było tak pięknie, że w styczniu trafiałam na same dobre filmy – jest i klump! Narzeczony na niby to niezbyt dobry scenariusz z niezbyt dobrymi aktorami. “Problem” głównej bohaterki jest przerysowany i nie ma sensu. Cała fabuła opiera się na schematach i kiepskich żartach. I Karolak… wrrr… Nie, nie, ja dziękuję.

Pasażer – reż. Jaume Collet-Serra

Były policjant w pociągu z zadaniem znalezienia osoby, “która nie pasuje”. Kino akcji, sporo się dzieje, a Liam Neeson zagrał w porządku. Tylko jak dla mnie to produkcja kat. B, ale przyjemnie się oglądało.

 

Pomniejszenie – reż. Alexander Payne

Kocham Matta Damona i to się nigdy nie zmieni. Nawet jeśli będzie grał w takich dziwnych filmach jak Pomniejszenie. Po seansie nie wiedziałam co myśleć, ani co czuć. Zupełnie nie spodziewałam się takiego scenariusza. Aby ocenić, chyba musicie sami się wybrać na ten film.

Król rozrywki – reż. Michael Gracey

Chodzę na wszystkie musicale, więc i tego nie mogłam przegapić. Król rozrywki opowiada historię amerykańskim artyście – marzycielu, P.T. Barnuma, który założył cyrk z trzema arenami. To nie jest musical z kategorii La la land, to produkcja pełna świetnych aktorów, tańca, śpiewu i muzyki rozrywkowej. Cały film wyglądał jak jeden wielki teledysk popowy. Ja się świetnie bawiła, a i nawet wzruszyłam, więc zachęcam, bo warto.

…i na kanapie:

Incepcja – reż. Christopher Nolan

 

“Czasy, gdy technologia pozwala na wchodzenie w świat snów. Złodziej Cobb ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu.”

Czasami lubię wracać do starszych, ale dobrych produkcji. Incepcja to film, który robi wrażenie efektami i scenariuszem.

Styczeń to owocny miesiąc kinowy. Na 10 obejrzanych filmów, aż 5 jest nominowanych do Oscara. Mam nadzieję, że do gali uda mi się prześledzić większość filmów z tego posta (Nominacje do Oscarów 2018), abym mogła wyrobić sobie własne zdanie.

Serialowo klapa – nic nie obejrzałam, w domu również nie miałam czasu lub ochoty na telewizor.

Jak Wasze premiery?

Oglądaliście coś ciekawego?

Może i te posty polubisz

17 komentarzy

  1. Aż zazdroszczę! Ja ostatnio opuściłam się tak tragicznie z filmami że szkoda gadać… U mnie na zmianę książki i seriale. Ale obiecuje sobie że sie poprawię i będę oglądać chociaż jeden film tygodniowo.
    Na pewno będę oglądać “Tamte dni, tamte noce”, aktualnie czytam książkę więc będę mogła sobie porównać 🙂

  2. Z wymienionych mam ochotę obejrzeć “Coco”, “Króla rozrywki”, “Pomniejszenie”, “Jumanji” oraz “Tamte dni, tamte noce” więc całkiem sporo 🙂 Mam wrażenie, że ostatnio wiele ciekawych filmów się pojawiło 🙂
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

  3. Gdybym ja miała czas to też pewnie chodziłabym do kina, ale niestety ledwo go znajduję. Ale oglądanie w domu też jest niezłe 🙂
    Mam w planach obejrzeć “Tamte dni, tamte noce” oraz “Coco”. Na Incepcji byłam w kinie i bardzo miło wspominam 🙂 To była niezwykła produkcja na tyle że obejrzałam ją z kilka razy.

    Pozdrawiam serdecznie

  4. Oglądałam “Najlepszego” i uważam, że to najlepszy polski film jaki kiedykolwiek widziałam. Co do moich planów, to chcę obejrzeć “Króla rozrywki” i (prawdopodobnie) “Tamte dni tamte noce”

  5. Nie oglądałam niestety żadnego z tych filmów 🙁 A nie przepraszam, widziałam “Incepcję” lata temu, jeszcze w kinie, ale nie pamiętam z niego wiele. Szczerze mówiąc ja zanim obejrzę jakiś film, to 2 godziny go wybieram a jak już wybiorę, to tracę ochotę na oglądanie 😀 I tak to wygląda prawie za każdym razem 🙁

Dodaj komentarz