MOC FILMÓW… czyli co oglądałam w marcu

W kinie…

Kobiety mafii – reż. Patryk Vega

Mnie te filmy nie kupują. Vega wplata wiele historii do jednego wora, gdzie poszczególni bohaterowie nie mają czasu ekranowego, aby się rozwinąć. Przez to mamy skrócone portrety psychologiczne, które ogląda się kiepsko, bez emocji. Do tego humor seksistowsko-patologiczny i mnóstwo agresji i przemocy wobec kobiet.

Czerwona jaskółka – reż. Francis Lawrence
Jennifer Lawrence wcieliła się w postać rosyjskiej tancerki, która wbrew swojej woli została nauczona szpiegostwa. Film nawet trzymał w napięciu i prowadził do ciekawego rozwiązania, choć po drodze nie brakowało ostrych i brutalnych scen.

Pitbull. Ostatni pies – reż. Władysław Pasikowski

Jestem na tak. Żarty na poziomie, dobrzy aktorzy i nawet Doda sprawdziła się w swojej roli. Pasikowski stanął na wysokości zadania i pokazała, że gangsterskie kino nie musi przelewać się seksizmem i słabymi dialogami.

Nić widmo – reż. Paul Thomas Anderson

Film Oscarowy, ale jak dla mnie dość nudny. Wiem, że dramaty nie mają za dużo akcji, ale Nić widmo oglądało mi się przydługo.

Wieczór gier – reż. John Francis Daley, Jonathan Goldstein

Film, do którego wszystkich zachęcam serdecznie. Dobra akcja, świetny humor i ciekawi bohaterzy. Naprawdę się świetnie bawiłam i na pewno jeszcze kiedyś będę chciała go powtórzyć.

Pacific Rim: Rebelia – reż. Steven S. DeKnight

Walki robotów, ludzka nielojalność i efekty specjalne dają nam kino rozrywkowe do oglądnięcia. Nie powala, ale można przyjemnie spędzić czas.

Każdego dnia – reż. Michael Sucsy

Nie czytałam książki, ale po oglądnięciu filmu mam na nią ochotę. Może dlatego, że ekranizacja była średniakiem, więc oczekuje, że może w lekturze znajdę coś więcej.

Daddy Cool – reż. Maxime Govare

Francuskie kino komediowe. Małżeństwo – ona chce rozwodu z powodu jego niedojrzałości, on chce ją zatrzymać, więc zakłada domowy żłobek. Dosyć luźna rozrywka z nutką romantyzmu.

…i na kanapie:

Anihilacja – reż. Alex Garland

Sci-Fi z Natalie Portman w roli biolożki, która wyrusza w podróż na teren skazony innymi prawami natury. Kobieta ma na celu uratować swojego męża. Kino o silnych kobietach, którym w życiu nie wyszło i próbują szczęścia w nowym wyzwaniu. Nie był to film, który mnie porwał, ale ciekawie się go oglądało.

Grawitacja – reż. Alfonso Cuarón

Produkcja z 2013 roku z kilkoma Oscarami na koncie. Bardzo zależało mi na ponownym oglądnięciu po przeczytaniu książki “Zapytaj astronautę”. Kto nie widział, niech nadrobi.

W marcu skończyłam oglądać filmy Oscarowe. Została mi tylko Lady Bird, ale nie ma już tego w moim kinie. Trzeba będzie poczekać, aż ukaże się na nośniku.

Tym razem już tak nie poszaleliśmy, bo zawędrowaliśmy na salę kinową 8 razy (w lutym 14), co i tak jest sporą ilością.

Serdecznie mogę polecić Wieczór gier, Anihilację i Czerwona jaskółkę.

 

Jak Wasze premiery?

Oglądaliście coś ciekawego?

Może i te posty polubisz

4 komentarze

  1. Ja bardzo mało filmów oglądam, ale w marcu skusiłam się na Trylogię czasu, choć przeczytałam tylko jedną część…filmy obejrzane może i doczytam resztę. Każdego dnia czytałam książkę, ale film mnie nie kusi – zwiastun mnie raczej zniechęca 🙂

Dodaj komentarz