Psychologia jest wśród nas… czyli fobie dotyczące literatury

Jak zapewne wiecie, jeśli czytacie czasami mojego bloga, jestem psychologiem. Czasami staram się przemycić treści z tym związane w moich recenzjach, czasami zdarza mi się post dotyczący połączenia literatury i psychologii. Pisałam już o tematyce przemocy w książkach (tutaj) lub o literaturze psychologicznej, która wywarła na mnie wpływ (tutaj). Dzisiejszy post dedykuje Oldze dzięki, której wpadła na pomysł wpisu o fobiach z pogranicza książek. Zaczynamy?

Nie może być inaczej, jak od krótkiego wstępu czym jest fobia – cytując za Wikipedią: “zaburzenie nerwicowe, którego objawem osiowym jest uporczywy lęk przed określonymi sytuacjami, zjawiskami lub przedmiotami, związany z unikaniem przyczyn go wywołujących i utrudniający funkcjonowanie w społeczeństwie. Fobie wywoływane są przez pewne sytuacje lub obiekty zewnętrzne wobec osoby przeżywającej lęk, które w praktyce nie są niebezpieczne. Zasadniczy obraz fobii to przesadne reakcje zaniepokojenia i trwogi, pomimo świadomości o irracjonalności własnego lęku oraz zapewnień, że obiekt strachu nie stanowi realnego zagrożenia”.

Przeczytałam kiedyś, że fobia to największy próg na skali lęku. To, coś co daje dyskomfort lub nawet uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Jednak nie będę odnosiła się do wszystkich zaburzeń z tego zakresu. Dzisiaj skupiłam swoją uwagę na lękach dotyczących tematyki bloga – książek.

Zapraszam:

Bibliofobia – strach przed książkami

Biorąc pod uwagę statystyki czytelnictwa w Polsce, to dość popularna fobia.

Papyrophobia – strach przed papierem

Współczuje takim osobom. Zapach papieru w książce, to coś dla mnie przepięknego.

Metrophobia – strach przed poezją

Tę fobię mogę zrozumieć, nie przepadam za poezją.

Alogotransiphobia – strach, że podczas podróży transportem publicznym nie będziesz mieć niczego do czytania

Nie wiem czy tego się boję, ale dyskomfort się u mnie pojawia, kiedy nic nie wzięłam do czytania. Na szczęście ratuje się audiobookami na komórce.

Scriptophobia – strach przed publicznym pisaniem

Bardziej nie cierpię publicznie czytać na głos. Zawsze powoduje to u mnie stres.

Abibliofobia – strach, że nie będzie czego czytać.

Na taką apokalipsę jestem przygotowana. Kupuję książki, które kurzą się na półkach. Więc raczej nie ma takiej możliwości, żebym ie miała czego czytać w najbliższych 10 latach.

Lektotafobia – strach, że do końca życia nie zdąży się przeczytać wszystkich cudownych książek

I to jest chyba moja fobia. Jestem przekonana, że wiele świetnych pozycji omija mnie bokiem, albo ja nie potrafię wydłużyć doby, aby móc je wszystkie przeczytać.

Hippomonstrosesquippedaliophobia – strach przed długimi słowami

Lubię długie słowa, ale nie lubię czytać ich głośno.

 

Jesteście w której kategorii?

A może znacie inne fobie dotykające literatury?

 

p.s. oczywiście post jest formą żartu. Jeśli jednak rzeczywiście masz problem z fobią, zalecam zgłosić się do psychologa lub psychiatry. Są potwierdzone metody skutecznych terapii fobii.

Może i te posty polubisz

8 komentarzy

  1. Ojejciu, takie fobie naprawdę istnieją :o? Jeszcze przy pierwszych to sobie myślałam: no, mogą istnieć, w końcu różne dziwne fobie ludzie mają, ale już dalej? Strach, że nie będzie czego czytać – wow! 😀 Ja tam mam zawsze dużo książek pod ręką.

  2. Pierwszy raz słyszę o takich fobiach… Serio. Ostatnio dowiedziałam się od koleżanki, że ona z kolei ma taką fobię że boi się plastra miodu oraz innych takich dziurowatych czy wypukłych przedmiotów z powieloną strukturą. Byłam w szoku. Ale strach przed poezją czy długimi słowami? To już w ogóle zwala mnie z nóg. Ja się tam boję pająków i niektórych owadów 😀 Tyle.

  3. Lektotafobia, zdecydowanie tak. Często do głowy przychodzi mi myśl, że nigdy w życiu nie zdołam przeczytać wszystkich książek, na które mam ochotę, i jest to bardzo frustrujące. Mogłabym ewentualnie wpasować się w fobię przed brakiem książki w transporcie publicznym – aż tak przyzwyczaiłam się, że nawet gdy nie mam możliwości czytania, trzymam jakąś książkę w ręce, że bez niej byłoby mi zwyczajnie nieswojo 😉

    Pozdrawiam cieplutko!

  4. O matko uśmiałam się jak dzika! Świetny post! Alogotransiphobia i lektotafobia to moje fobie. 😀 Uwielbiam książki, papier, długie słowa, a z poezją to nie miłość, ale do strachu daleko. 🙂 Publiczne pisane czy czytanie nie przeraża mnie wcale, a liczba książek przynajmniej na razie jest tak duża, że na pewno prędzej zabraknie mi życia niż książek. W tej chwili czeka na mnie 400 pozycji papierowych i ponad 600 na ebooku. ;D

  5. To ja chyba mam metrophobię – jakoś trudno zrozumieć mi poezję, ale za szczególne też z tym nie walczę 🙂

Dodaj komentarz