Tamte dni, tamte noce – André Aciman

Nie można napisać recenzji tej książki, bez wspomnienia o nagrodach jakie zdobyła. Tamte dni, tamte noce wzbudziło kontrowersje w szerokim świecie już ponad 10 lat temu; w 2007 r. była książką roku New York Timesa. Ponadto otrzymała literacką nagrodę Lambda – podkreślenie ważności literackiej w świecie homoseksualnym. Do Polski dotarła na początku tego roku, głównie z powodu jej ekranizacji.

“Może osiągnięcie szczęścia mimo wszystko nie jest takie trudne. Wystarczy odnaleźć jego źródło w samym sobie, zamiast uzależniać się pod tym względem od innych.”

Byłam ciekawa tej pozycji, od kiedy w styczniu obejrzałam film. Produkcja zrobiła na mnie duże wrażenie, przede wszystkim zdjęciami, letnim włoskim klimatem, ale przede wszystkim tym ciągłym pokręcaniem pożądania w każdej scenie. Po seansie doszłam do wniosku, że dawno nie oglądałam filmu z takimi rumieńcami. Niestety, do książki zabierałam się bardzo długo. Gdyby nie rozmowa z koleżanką (pozdrawiam Kasie!), którą ją aktualnie czytała, pewnie dalej bym ją odkładała na później.

André Aciman pisze tak, że snułam się po słonecznej Italii razem z bohaterami. Ta książka zawiera bardzo mało dialogów, toteż przez większość czasu poznajemy wydarzenia z perspektywy Elio – nastolatka spędzającego wakacje w domu letniskowym z rodzicami. Znaczącym punktem jest przyjazd młodego doktoranta Oliviera, który zamieszkuje u nich i pomaga w pracy ojcu Elio. To spotkanie będzie miało dla młodego chłopaka duże znaczenie. Autor pokazał nam jak pomału rodzi się uczucie, które z czasem przeradza się w pożądanie do drugiego człowieka. Lektura obfita jest także w szczegółowy profil psychologiczny nastolatka, który odkrywa swoją seksualność, tożsamość oraz orientacje. To obraz pełen wyboistych dróg, zakrętów i skrzyżowań, gdyż Elio z początku nie chce ponieść się emocjom, zwłaszcza, że Olivier wydaje się nim nie zainteresowany.

“Jeśli jest ból, pielęgnuj go, a jeśli jest płomień, nie zdmuchuj go, nie obchodź się z nim brutalnie.”

Niebagatelną rolę w tej książce jest radzenie sobie z własnymi pragnieniami. Chłopka rozumie czym jest homoseksualizm i zna ewentualne konsekwencje, a jednocześnie ciężko mu zaprzeczyć swoim emocjom. Elio nawet czasami dryfuje między uczuciem do dziewczyny i do mężczyzny. Uczy się własnej seksualności, podejmuje próby odnalezienia siebie i bycia ze sobą szczerym. Olivier, oprócz kochanka, pełni także rolę nauczyciela, pomocnika, który organizuje i porządkuje mu świat. Jednocześnie bardzo mi się podobało podejście ojca Elio do tematu gejów.

Tamte dni, tamte noce będzie moim ulubieńcem. Dawno nie czytałam książki pełnej takich opisów i fascynacji ciałem oraz pięknej, szczerej miłości. Choć Elio i Olivier nie mieli dużo czasu na swoje amory, to każda linijka lektury wydaje się przemyślana i wydobywa to, co najważniejsze w rodzącym się uczuciu.

Barwne opisy zakątka włoskiej wsi lat osiemdziesiątych XX wieku sprawiły, że zamarzyła mi się podróż w tym kierunku. Bardzo chciałam przenieść się do starego domu, gdzie wszystko skrzypi, gdzie popołudniami spędza się czas nad basenem a wieczorami na werandzie. Gdzie atrakcją są wycieczki rowerowe do miejsca, w którym Monet malował swoje obrazy.

Podsumowując, tę książkę przeżywa się intensywnie. André Aciman stworzył romans pełen namiętności i pożądania (nie mylić z erotykiem czy wulgaryzmem, bo tego tutaj nie znajdziecie). Rodząca się wieź łączy tych dwóch mężczyzn na wiele lat i choć finał historii nie należy do happy endów, to i tak warto poświęcić tej pozycji czas. Tamte dni, tamte noce to opowieść przepełniona przemyśleniami i refleksjami. Najlepiej połączyć ją z ekranizacją, gdyż na ekranie również widać te wszystkie emocje. A nawet zaryzykuję, że film bardziej przypadł mi do gustu.

“Ból rozstania potrafi być straszny, a patrzenie, jak druga strona zapomina, jeszcze go pogłębia. Chcąc jak najszybciej zapomnieć, wyrywamy z siebie mnóstwo uczuć i każdej następnej osobie mamy mniej do zaoferowania, a w wieku trzydziestu lat jesteśmy bankrutami.”

Nie będę ukrywać, że książka nie nadaje się dla osób… jakby to określić… nietolerujących związków jednopłciowych. Nie jest też dla poszukujących tempa, akcji czy rzucenia czytelnika w wir wydarzeń. Ostrzegam też przed sceną z brzoskwinią, którą mogę podsumować tak: eeeghhh, fuuu i bleee.

Najważniejsza wada – tłumaczenie tytułu Call me by your name na Tamte dni, tamte noce? Serio? To nawet nie pasuje do głównego powiedzenia dwóch kochanków.

Tamte dni, tamte noce

Autor: André Aciman
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Wydawnictwo: Poradnia K
Tytuł oryginału: Call Me by Your Name
Data wydania: 12 stycznia 2018
Liczba stron: 330
Kategoria: Literatura piękna

 

Może i te posty polubisz

4 komentarze

  1. I bardzo dobrze, że nie odłożyłaś jej na później 🙂 poza tym plaża ⛱ to idealne miejsce na czytanie tej książki! Ja jeszcze muszę obejrzeć film, bo jestem go bardzo ciekawa:)

Dodaj komentarz