Jedyne takie miejsce – Klaudia Bianek

Już jakiś czas temu premierę miała książka, która wygrała konkurs w Wydawnictwie We Need YA na najlepsza powieść New Adult. Mowa tu o Jedynym takim miejscu pióra Klaudii Bianek. Konkurs polegał na napisaniu opowieści pod okładkę, na której widać leżącą na trawie młodą parę. Muszę od razu przyznać, że historia stworzona przez autorkę rzeczywiście komponuje się z tematem na okładce. A co sądzę o treści? Zapraszam.

Dwójka głównych bohaterów Lena i Alan to młodzi ludzie, którzy wkraczają w dorosłość. Ona wychowywane przez babcię w małym domku pod lasem zaznała w życiu odrzucenia, upokorzenia, przemocy rówieśniczej a także wczesnego macierzyństwa. On mieszkający z bezdusznymi rodzicami, żyjący pełnią życia w stolicy kraju. Ich losy połączyły się kilkanaście lat temu, kiedy Alan spędzał każde wakacje u dziadka Tadka – sąsiada Leny. W pewnym momencie chłopak przestał przyjeżdżać na wieś i znajomość z Leną poszła w zapomnienie. Na nowo spotykają 10 lat później, a okazuje się, że dzielący ich czas nie ma wpływu na ich relacje.

Tytułowe Jedyne takie miejsce to dwa domy na skraju lasu, gdzie spokojnie żyje Lena, jej syn Marcel, babcia Teresa i pan Tadek. Tutaj życie płynie nieśpiesznie, zazwyczaj przy obowiązkach domowych i gospodarczych, ale tej czwórce nie potrzeba nic więcej. Kiedy pojawia się wnuk pana Tadka, życie Leny zaczyna się komplikować, zwłaszcza to emocjonalne. Bo ich przyjaźń zaczyna kiełkować, co nie do końca podoba się im obydwu – Lena jest teraz odpowiedzialną matką dwulatka, a Alan studiuje w wielkim mieście wymarzony kierunek. Choć dla mnie mieszkanie na odludziu było by najgorszą karą, muszę przyznać, że Klaudia Bianek posłużyła się przyjemnym opisem domostw i sielskiej atmosfery, co idealnie pasowało do atmosfery książki.

Kreacja bohaterów była udana, zarówno Lena, Alan, jaki i ich bliscy byli pokazani w sposób, który zachęcał do poznawania tej historii i polubienia postaci. Osiemnastoletnia dziewczyna po przeżyciach musiała przewartościować swoje życie dla swojego synka. Odpowiedzialność i konsekwencje wczesnego macierzyństwa była dokładnie pokazane, co jest wielkim plusem. Cała fabuła również była przyjemna w odbiorze, bo czytelnik odkrywa tajemnice kto jest ojcem Marcela, przeżywa początki rodzącego się uczucia między bohaterami, a także może się wzruszyć nad jednym smutnym wydarzeniem (ja się wzruszyłam!). Do zalet należy również styl młodej pisarki, który dobrze wróży na przyszłość.

Niestety było też kilka rzeczy, które przeszkadzały mi w odbiorze lektury. MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOILERY, WIĘC OSTRZEGAM. Po pierwsze autorka cały czas podkreślała różnicę ekonomiczną między bohaterami. Lena be przerwy przeżywała to, że Alan jest bogaty i jej nie zechce. A znowu Alan w kilkunastu sytuacjach, kiedy musiał płacić podkreślał, że dla niego to nic bo jego rodzice mają pieniądze (np. za weterynarza). Trochę mnie to odstraszało. Po drugie w książce przy każdym możliwym momencie padało od wszystkich (Leny, Alana, babci, pana Tadka i innych), że mały Marcel „to najlepsze dziecko jakie znają”. Miałam czasami dość kolejnego wyznania, że Marcel jest najlepszy, najfajniejszy, najinteligentniejszy. Po trzecie kiedy między tymi dwojga zaczynało się rozkręcać problemem stała się odległość. Alan studiował w Warszawie a Lena mieszkała trzy godziny od stolicy. Dla tej pary była to odległość nie do pokonania i w żaden sposób nie rozważali przeniesienia się Leny z dzieckiem do Warszawy, aby stworzyć rodzinę, czy na przykład przyjazdów Alana na weekendy do Leny (dopiero na sam koniec wpadli na pomysł studiów zaocznych Alana). Wydawało mi się dziwne w kontekście wielkiej miłości. Oczywiście patrzę przez swoje doświadczenie, gdzie całe studia spotykałam się z kimś kto uczył się w innym kraju i jakoś nie było to dla naszego związku problemem. A dla Leny i Alana trzy godziny drogi to była tragedia. Po czwarte i najdziwniejsze to rozumowanie Leny w kontekście pracy zawodowej. Rozumiem, że jest młodą matką i nie miała szansy zdawać matury, ale biadolenie, że nie starcza im funduszy było dla mnie niezrozumiałe. Każdy rodzic starający się o dobre warunki dla swojego dziecka idzie do pracy, a Lena żyła na emeryturze babci i niezasądzonych alimentach od ojca dziecka (1200 zł). W sytuacji gdzie miała pomoc babci, pana Tadka i jako samotna matka zapewne miejsce w żłobku, bez problemu mogłaby podjąć pracę (co zrobiła dopiero wtedy, kiedy alimenty się zmniejszyły o połowę). Pomarudziłam, wiem, ale zawsze zwracam uwagę na takie szczegóły.

Po mimo tych kilku uwag, Jedyne takie miejsce było wzruszającą, magiczna opowieścią o dwójce przyjaciół z dzieciństwa, którzy odkrywali siebie na nowo. Pióro Klaudii Bianek zapowiada się na tyle dobrze, że chętnie przeczytam kolejne jej powieści z wątkiem miłości w roli głównej.

Jedyne takie miejsce
Autor: Klaudia Bianek Wydawnictwo: WE NEED YA
Data wydania: 15 maja 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu We Need YA.

Może i te posty polubisz

3 komentarze

  1. Przeczytałam wstęp i zakończenie Twojej recenzji, zapowiada się dobrze 🙂 I polskiej autorki 🙂 Ta okładka jest cudowna i cały czas myślę nad tłem do niej, żeby zrobić zdjęcie na instagram 🙂

Dodaj komentarz