Wolność urojona – Edward Strun

Recenzja lubimyczytac.pl:
Alan
Mere ma wszystko: dobrze płatną pracę, luksusowy apartament na sto trzydziestym
drugim piętrze, przyjaciela idealnego w postaci sztucznej inteligencji o
imieniu Fred… oraz życie, którego nie znosi.
Pewnego
dnia spotyka piękną nieznajomą, Syntię, i od tej chwili nie może przestać o
niej myśleć. Inne sprawy powoli tracą znaczenie, produktywność Alana w pracy
gwałtownie spada, a jego rozkojarzenie natychmiast zostaje zauważone przez
przełożonych.
Podczas
jednego z bezcelowych spacerów mężczyzna ponownie widzi Syntię. Udaje mu się z
nią porozmawiać. Ta rozmowa zmienia wszystko. Alan dostrzega, jak naprawdę
wygląda otaczająca go rzeczywistość: ludzie szpiegowani są we własnych domach,
zamykani w złotych klatkach, przekonani o swojej wolności i szczęściu,
bombardowani nachalnymi reklamami, ogłupieni przez telewizję, otoczeni
niepotrzebnymi gadżetami oraz zaawansowaną technologią, której do końca nie
rozumieją.
Wreszcie
Alanowi udaje się zrzucić kajdany, którymi krępował go bezduszny system. Tylko
czy poza murami multikondygnacyjnych wieżowców jest miejsce dla takich jak on?
Miejsce, które mógłby nazwać domem i poczuć się wolny? Naprawdę wolny…
„Wolność
urojona” to antyutopia będąca ostrą krytyką konsumpcyjnego stylu życia. Powieść
w bezkompromisowy sposób obnaża wady współczesnego kapitalizmu i przedstawia
przyszłość tego systemu w czarnych barwach, zadając równocześnie pytanie: dokąd
nas to zaprowadzi?
Moje zdanie:
Mogę się nazywać fanką powieści
dystopijnych. Lubię wchodzić w wizję świata, który jest zupełnie odmienny od
naszego. Czytać o przyszłości. Większość książek dotyczy nieciekawej
perspektywy naszego gatunku. Biorąc do ręki “Wolność urojoną” byłam ciekawa jaki tym razem poznam świat.
W książce występuje jeden główny
bohater – Alan Mere. I uwierzcie mi, nie potrafię podać żadnej jego
charakterystycznej cechy wyglądu. Autor skupia się na przemyśleniach mężczyzny
i ukazuje rzeczywistość, w której żyje. Więc jego wygląd nie jest tutaj ważny.
Ale brak szczegółowego opisu Alana powoduje, że nie zżyłam się z nim i przez
całą powieść był mi obojętny. To był minus tej historii.
Inni bohaterowie to tylko niezbyt
dobrze opisane osoby, które pojawiają się w życiu Alana.
Mogliśmy poznać Syntię, która
wpłynęła na resztę życia bohatera, choć ich spotkanie nie trwało długo. Byli
również koledzy i koleżanki z pracy, ale ich obecność była mi jeszcze bardziej
obojętna niż Mere.
Dialogi, zanim coś napiszę, może po
prostu zacytuję
 (PROSZĘ OMINĄĆ TEN FRAGMENT JEŚLI JESTEŚ NIEPEŁNOLETNI
LUB WRAŻLIWY):

“- Kurwaa! Ale mam ochotę podupczyć. chcesz się
bzykać, cipeczko?
– Jasne (…) ale, kurwa, nie teraz. Najpierw
porozmawiajmy chwilę.
– Po co pierdolić głupoty od rzeczy? Wołałbym już zwilżyć
twoją cipkę. (…)
– A ile potrzebujesz czasu , żeby mnie poznać?
– Pół godzinki wystarczy. Ze mnie naprawdę porządna dziewczyna.”
Na początku uznawałam je za bardzo
słabe i strasznie wulgarne. Ale z czasem dojrzałam zamysł autora. Ukazują
prymitywność ludzi.
Te minusy przysłania ogromny plus tej
książki. Fabuła jest  bardzo dobrze
opisana.
Nowoczesność, zaawansowana technika, spowodowały
upadek wielu wartości, które były ważne dla człowieka. Edward Strun stworzył
ironię naszego społeczeństwa. Przerysował to do czego dążymy dzisiaj, a co może
stać się naszym przekleństwem.
Dobrym przykładem jest Wychowalnia.
To takie miejsce, gdzie oddaje się dzieci na wychowanie. 

“Wychowanie dziecka winna zajmować się, tylko i wyłącznie, powołania w
tym celu wyspecjalizowana instytucja, która zatrudnia wykształconych
specjalistów. (…) Badania przeprowadzone na milionach rodzin dowiodły
niezbicie, iż statystyczni rodzice nie mają pojęcia o prawdziwych potrzebach
dziecka i wychowując je samodzielnie, mogą tylko wyrządzić mu ogromną
krzywdę…”

Świat Alana ma wszystko, co byłoby
marzeniem wielu z nas: luksusowe mieszkanie z własnym spersonalizowanym robotem Fred będący
Twoim przyjacielem. Fred wie kiedy przyciszyć telewizor, co przyrządzić w eat
makerze na obiad, a nawet wyczuwa, że masz zmieniony nastrój. Ponadto, domem
zarządzasz głosowo. A idąc masz soczewki, które informują cię o wszystkich
ważnych wydarzeniach na świecie.
W porządku. Jestem wolny. Jestem
zadowolony. Zdecydowanie nie! Za żadne skarby nie chce żyć w takiej
rzeczywistości gdzie moje dziecko widuje od czasu do czasu. Gdzie robot
inwigiluje wszystko, co robię, myślę i czuję. Gdzie jestem bombardowana reklamami
a głównymi tematami wszelkich rozmów jest seks. Dodatkowo pracuję, pracuję,
pracuję. Bez wyboru, bez możliwości zmiany i zamknięty w technologicznej
pułapce.
Wobec czego “Wolność urojona” jest świetnym przykładem, do czego możemy
dojść w niedalekiej przyszłości. Zapomnimy o wartościach. Bo w jakim celu
zawiązywać rodzinę, kiedy główny powód ewolucyjny – wychowanie potomków – nie
należy do ciebie. A w tym wszystkim miłość też zanika, bo dziecko hodowane na
porządnego obywatela, który nie sprzeciwia się polityce państwa, nie dostaje
miłości, czułości i poczucia bliskości, więc nie przekaże tego dalej.
Obraz zaserwowany nam przez Edwarda Struna
jest dystopią, która jest przerażająca w swojej prostocie i realizmie. I mimo
kilku niedociągnięć – lektura zmusza do myślenia. I to jest jej siła.
Na koniec zastanówcie się nad tym
zdaniem:

“Nigdy nie słyszał o żadnych kompozytorach, tworzących
w zamierzchłej przeszłości, malarstwo kojarzyło mu się jedynie z dekoracją wnętrz,
a książki były dlań czymś niesłychanie
archaicznym
; czymś, co już dawno zostało zastąpione przez telewizję i kino.”

Taka przyszłość nas czeka? Brrr…
Za egzemplarz dziękuję
Autorowi. Fakt ten nie miał wpływu na ocenę. 

Może i te posty polubisz

12 komentarzy

  1. Mam mieszane uczucia co do tego tytułu już nawet ze względu na pierwszy cytat – po prostu nie lubię takiej wulgarności. Z drugiej strony coraz częściej ciągnie mnie do tytułów o przyszłości.

  2. Oj, chyba nie dla mnie – chociaż ten pierwszy cytat, jak sama później uzupełniłaś to tak naprawdę gra autorki – jej zamysł od samego początku, to mnie całkowicie zniechęcił do książki. Jeśli czegoś takiego tam jest więcej, to chyba nie mam czego żałować, że nie zapoznam się z lekturą 😉

  3. Myślę, że nie będzie tak źle 🙂 oczywiście są ludzie, którzy nie czytają niczego, interesują ich tylko obrazki (popularność demotywatorów) gdzie dodany tekst jest krótki i nie trzeba się zbytnio nad nim zastanawiać. Jesteśmy jeszcze my, którzy czytamy, znamy kompozytorów, cenimy malarzy i przekażemy to swoim dzieciom 🙂
    Zwykle nie czytam takich książek, ale fajnie o niej napisałaś. Ciekawe.

  4. Lubię dystopie, ale nie wiem czy przeczytam tą książkę. Widzę że to dość ciężka lektura, a ja obecnie nie mam ochoty na takie książki. Choć nie zmienia to faktu że temat ciekawy.

Dodaj komentarz