Moc filmów: Gwiezdne Wojny, Joy, Fala, Bez wstydu i Córki dancingu

…czyli na co ostatnio zmarnowałam czas 😛

GWIEZDNE
WOJNY: PRZEBUDZENIE MOCY

Jako fanka uniwersum Gwiezdnych Wojen nie mogło
mnie zabraknąć na ich 7 części. Idąc na film miałam gorącą nadzieję, że
się nie rozczaruję i na szczęście tak nie było. Przebudzenie mocy nie było złym
filmem, jednak moje serce dalej pozostaje z poprzednimi częściami. 
W najnowszej odsłonie GW było jak dla mnie zbyt
schematycznie. Główna bohaterka wydawała się kopią Luka w spódnicy. Chociaż
bardzo mnie ucieszyło, iż została ukazana jako niezależna i silna kobieta.
Natomiast pozostałe nowe postacie były… nudne. Finn miał szansę stać się
ciekawym bohaterem, ale nie pokazał nic, co warte było zapamiętania. A pilot
Poe, reklamowany jako jeden z głównych bohaterów, pojawił się w kilku scenach i
niczym się nie wyróżnił. 
Najbardziej oko cieszyło się powrotem starej
ekipy. Han Solo i księżniczka Leia po 30 latach byli ukoronowaniem wszystkich
poprzednich części. Jednak zbyt mało zostało pokazane ich losy. 
A ciemna strona mocy też nie była zaskakująca.
Być może zmieni się to w kolejnych odsłonach. 
Sama fabuła była dla mnie też ciut
niezrozumiała, ale może się czepiam. Nie chce więcej napisać, bo musiałabym
zaspoilerować. 
Jedno wiem na pewno – mimo kilku niedociągnięć
na film warto się udać, a fani GW są zobligowani do zapoznania się Przebudzeniem
mocy
.
 JOY

Joy uwiódł mnie oczywiście obsadą. Jaśniejąca na
wszystkich portalach Jennifer Lawrence
przeciąga do kina szeroką widownię, w tym i mnie. Film z początku groteskowo i
ironicznie pokazywał życie młodej Joy, która zatraciła w dorosłym życiu wszystkie
swoje dziecięce marzenia, porównując je do opery mydlanej. Dopiero z czasem
fabuła rozkręca się i zaczyna dokładać brutalny realizm dnia codziennego, w
którym obowiązki, dzieci, praca zawodowa i problemy dość specyficznej (żeby nie
powiedzieć dysfunkcyjnej) amerykańskiej rodziny, każą głównej bohaterce twardo
stąpać po ziemi. Reżyser bardzo trafnie przedstawił osobowość Joy – jej historię
i walkę o lepsze jutro, pozwalając nam zajrzeć do przeszłości a z czasem nawet przyszłości
bohaterki.
To kolejny
film, który opowiada o silnej kobiecie w męskim świecie. Joy tworzy jedyny w swoim
rodzaju mop samo-wyżynający się. Kobieta nie mając już nic do stracenia,
motywowana przez swoją babcię (jedyną stabilną osobę w jej rodzinie) oraz
byłego mężą, stawia pierwszy krok w spełnieniu swoich marzeń w czyn. Mądrość,
upór, ale przede wszystkim wiara w swój sukces zaczynają napędzać kobietę i
otwierają jej drogę na szczyt. Tylko czasami życie rządzi się swoimi zasadami a
na drodze pojawiają się ludzie, którzy chcą Ci podciąć skrzydła.
Jestem
bardzo zadowolona, że wybrałam się na ten film. Joy  to świetny portret silnej osobowości, który
wie czego chce. 
Zapraszam Was do kina!

FALA
 
Poszłam do kina w ciemno, nie czytając zapowiedzi, więc moje zdziwienie
było mocne, kiedy okazało się, że Fala to film norweski. Zmyliła mnie
pewność, iż filmy katastroficzne zazwyczaj dotyczą Ameryki.  Skandynawia dała radę, choć wiadomo, że
produkcja nie była tak efektywna jak amerykańska.
Tragedia pokazana w filmie dotyczy prawdziwych wydarzeń w poprzednim wieku,
kiedy obsunięcie klifu wywołało falę tsunami zalewając miasto.
Główny bohater Kristian jest geologiem, którego fascynują norweskie góry. Jego
fascynacja znajduje swoje podłoże w pracy w ośrodku wczesnego ostrzegania katastrofalnego
w małym miasteczku.
W ostatni dzień jego pracy, kiedy razem z rodziną zmienia miejsce
zamieszkania i pracę zaczynają się pojawiać dziwne zapisy aparatury pomiarowej.
Widz z pełną świadomością śledzi losy bohaterów, których nie jest w filmie za
dużo, a których czeka walka o życie.
Nie jest to tak spektakularne widowisko, co filmy zza oceanu, ale jestem
pod wrażeniem dobrego kina akcji. Mamy tutaj tragedię rodziny bohatera, przyjaciół
i znajomych oraz przypadkowych ludzi, którzy pojawiają się w kadrze. Nie
zabraknie budowania napięcia oraz tragicznych czynów. Jednak samej fali tsunami
jest niewiele. Fabuła opiera się na relacjach rodzinnych Kristiana, jego przeczuciach
dotyczących zbliżającej się tragedii oraz późniejszej pomocy bliskim.
Fala jest nominowana do Oskara, ale czuję, że odpadnie w przedbiegach. To jest po
prostu dobry film rozrywkowy.

BEZ WSTYDU

Fabuła była przyczyną sięgnięcia przeze mnie po ten film, który już od
dawna siedział mi w głowie. Temat taboo jest mocnym czynnikiem pociągającym, a
miłość seksualna między rodzeństwem nie pojawia się często w filmach.
Bez wstydu opowiada o rodzeństwie – Ance i Tadziku. Ania jest dorosłą kobietą, która
szuka stabilizacji życiowej, natomiast Tadek to dojrzewający chłopak, który
jeszcze nie wie czego chce od życia. Historia zaczyna się kiedy chłopak wraca
na wakacje do domu siostry.
I tak naprawdę dawno nie oglądałam tak płytkiego filmu. Temat kazirodztwa może
duże pole do popisu, jednak w Bez wstydu  aktorzy są bezosobowi. Widz dostaje poszlaki,
że kiedyś rodzeństwo coś łączyło za czym tęskni Tadek. Chłopak stara się zaimponować
Ani, okazać jej zainteresowanie, pobudzić ją. Ale kobieta nie jest
zainteresowana, pozornie, bo w końcu ulega. Tutaj sobie wyobrażałam ciekawie poprowadzoną
akcję, a dostałam wielkie rozczarowanie, ponieważ nie dostałam nic oprócz
rozgrywek politycznych i nazistowskich. Pojawia się wątek romski, który jak dla
mnie nie wniósł w fabułę nic ważnego. A film kończy się tak szybko, że poczułam
się oszukana odnośnie głównego tematu, którego miał dotykać.

CÓRKI DANCINGU

Musicale nie są mi obce. A wręcz chętnie się na nie wybieram. Jednak miałam
to nieszczęście i byłam w kinie na Córki dancingu.
Miało być śmiesznie – wyszło komicznie.
Miało być ciekawie – wyszło obrzydliwie.
Miało być kreatywnie – wyszło niedorzecznie.
Miało być dramatycznie – wyszło niesmacznie.
A jedyne co się udało to muzyka. Aktorzy mieli świetne głosy, a debiuty
wokalne młodych wokalistek były udane.
Gniot to chyba dobre określenie Córek dancingu. Fabuła dotycząca młodych
syren, Polski za czasów PRL-u i dancingów dało mieszankę makabrycznego i
błazeńskiego kina z domieszką absurdalizmu.
Nie polecam, a wręcz ostrzegam! Grozi wcześniejszym wyjściem z sali kinowej. 
Co ostatnio Wy oglądaliście na dużym ekranie? 
Macie podobne zdanie do mojego? 

Może i te posty polubisz

19 komentarzy

  1. Gwiezdne wojny widziałam w grudniu i mnie zachwyciły, choć faktycznie miały kilka wad. Zastanawiałam się przy nie wybrać się na Joy, ale na razie jeszcze się wstrzymam. Ostatnio w kinie byłam na Big Short (polecam) i wybieram się na "Nienawistną ósemkę".

  2. Ja niestety notorycznie narzekam na brak czasu na oglądanie filmów, ostatni film jaki obejrzałam to ostatnia część Hobbita, zaraz po premierze w Polsce -,-

  3. Jestem ciekawa filmu Joy. Uwielbiam Jennifer Lawrence w każdej roli. Jest po prostu niesamowita. Prócz tego Fala przykuła moją uwagę :)) pozdrawiam, ksiazkowa-przystan.blogspot.com 🙂

Dodaj komentarz