AKTYWACJA BLOGA – podsumowanie


Witam,
kiedy człowiek jest ciągle szczęśliwy i wszystko mu się układa, zapomina o tym, że należy dziękować za każdą dobrą chwilę
w życiu. 
Ja zapomniałam. Przyznaję. 
I nagle okazuje się, że szczęście rodzinne, zawodowe i zdrowotne jest ulotne, a każda nowa tragedia pociąga za sobą kolejną. Mimo wielu zasobów ciężko Ci się wstaje codziennie z łóżka. 
A Twoja przyszłość ma kolory czarno-szare. 

Krótkie podsumowanie sześciu miesięcy 2016 r. 
Styczeń
Styczeń upłynął pod znakiem kina i ciężkiego treningu sportowego. Było również obniżenie nastroju, ale i pozytywna zmiana, która wpłynęła na kierunek patrzenia w przyszłość. Zdrowotnie dla mojej rodziny był to bardzo trudny czas. 
Luty
Kolejny miesiąc ćwiczeń i moje 30-ste urodziny. Kilka ostatnich dni lutego miało znaczące, pozytywne oddziaływanie na mnie, które trwa do teraz. 
Pojawiła się również pierwsza książka z moją rekomendacją książki Amber (Gail McHugh). 
 Rodzinnie, zdrowotnie i zawodowo nastały bardzo ciężkie chwile. 
Marzec
 6 marca przebiegłam 10 km w biegu miejskim we Wrocławiu. Co prawda byłam w ogonie, ale pokonałam siebie dobiegając do mety. W marcu dostałam duże wsparcie od przyjaciół i rodziny.
Był to też czas kiepski psychicznie. 
Kwiecień
Wycieczka do Karpacza i zdobywanie szczytów w pięknie ośnieżonych górach w fantastycznym towarzystwie. 
Cztery miesiące nowego roku nie wpłynęły na moje plany czytelnicze. Nie byłam wstanie skupić się nawet nad jedną stroną. Dziękuję za wsparcie wszystkim, którzy przy mnie byli. 
 Byłam myślami z moim tatkiem i babcią. 
Maj 
 Miesiąc zaczął się dla mnie tragicznie, gdyż dostałam coś na co czekałam od czerwca tamtego roku. 
W połowie maja humor poprawiła mi wycieczka na Ślężę pod Sobótką oraz świetne Seminarium Neuropsychologiczne
w Lubinie. Grill z nowymi znajomymi. 
Zdarzył się też przykry incydent z przyjacielem.
Czerwiec
Zaczęło się od rajdu rowerowego Kędzierzyn Koźle-Racibórz,
w którym ledwo pokonałam (bez przygotowania) 60 km
(tutaj muszę podziękować osobom wspierającym). Wycieczka fantastyczna pod względem oderwania się od codzienności. 
Dokładnie połowa czerwca przyniosła zakończenie mojego dotychczasowego życia.

Jakby nie patrzeć koniec zawsze oznacza początek. 
Więc dość smutków i żałoby po stracie. 

Jestem gotowa na nowy etap mojego życia. 

Może i te posty polubisz

17 komentarzy

  1. Cieszę się, że wróciłaś ^^ Teraz powinno być już coraz lepiej 🙂
    60 km na rowerze to jest coś. Ja sama, dwa lata temu brałam udział w rajdzie rowerowym- przejechałam pewnie z 40 km, a kilkadziesiąt metrów od domu tylko prowadziłam rower 😛 Także podziw 😉

  2. Każde zdarzenie w naszym życiu coś znaczy, daje nam nowe cenne doświadczenie i sprawdza naszą wytrzymałość… nic nie dzieje się bez przyczyny i zawsze w odpowiednim momencie… po deszczu wychodzi słońce… budujac nasz charakter 🙂

  3. Jak spotyka mnie coś złego, to powtarzam sobie, że za 2 lata to już nie będzie bolało i prawdopodobnie o tym zapomnę. Do tej pory się sprawdza i pomaga.

  4. Chciałabym mieć tyle zaparcia co Ty. ja z językiem na wierzchu przebiegam (dobra truchtam) 2 km i mam dość… niech to nowe będzie tym lepszym nowym jutrem 🙂

  5. Non so cosa pensi di me non è importante, importante è la mia piccola persona alla luce di ciò che il suo duro lavoro hanno raggiunto
    Qualunque cosa accada, so che ti voglio bene e che rimarrà per sempre nella memoria per quello che hai fatto per me
    Raggiungere la piena di felicità che si desidera

  6. Magda, teraz znajdź w sobie siłę, by ostatecznie zamknąć tamten rozdział i po prostu żyj. Jesteś młoda, mądra i poradzisz sobie. Przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni prawda? 🙂
    Będzie dobrze. Podziwiam Twoje sportowe zaciecie, może okaże się lekiem na całe zło?

Dodaj komentarz